Strony

sobota, 7 stycznia 2012

KOBRA
29 listopada 2011

KOBRA

Śmiała kobra z Indii rodem
Przyjechała samochodem
Do puszczańskich polskich lasów
Chciała zażyć w Polsce wczasów

Dla niej u nas egzotyka
Nie udaje już patyka
Była przecież bez paszportu
Wyślizgnęła się z transportu

Wpełzła szybko w bór dębiny
Może będą zaręczyny
Bo tam pełzał nasz zaskroniec
Miast być swaty randki koniec

Dla niej on był dobre danie
Pożarła go na śniadanie
Przy okazji zżarła żmiję
Sama w puszczy się już wije

Takie z obcym są przypadki
Chcesz mieć randki a są wpadki
Za nim się obudzisz w porę
Całkiem inną masz już rolę

Przyjacielsko nastawiony
W chwilę możesz być zdradzony
Nie ulegaj więc pokusie
Częściej słuchaj swą mamusię
DOROTKA
29 listopada 2011

DOROTKA

Była sobie raz Dorotka
W domu miała psa i kotka
Jej najlepsi przyjaciele
Choć ich miała w szkole wiele

Kotek wchodził na kolana
Tuż pies ,by nie była sama
Dorcia rada ,wniebowzięta
Tak kochają ją zwierzęta

Co dzień w szkole jest radosna
Promyk bije z niej jak wiosna
Wszystkim w koło się uśmiecha
I rodzicom jest uciecha

Aż się dziwi pani w szkole
Innych to znów w oko kole
Nie rozumią tej Dorotki
Na jej temat wszędzie plotki

Ciągle chodzi uśmiechnięta
Wciąż pomaga jest przejęta
Nic nikomu nie zaszkodzi
A w nauce się powodzi

Skąd ta radość bije taka
Prosta sprawa ma zwierzaka
A Dorotka ma aż dwa 
Więc w radości ciągle trwa  

piątek, 6 stycznia 2012

RÓŻANKA I JEJ WUJ SZCZEŻUJA
20 września 2011

RÓŻANKA I JEJ WUJ SZCZEŻUJA

W pewnej rzeczce ,w śród zarośli,
Mała rybka aż się złości.
Nie dlatego ,że zła była,
Ale bardzo się martwiła.

Urodziły się dzieciątka
Nie dwa ,nie trzy i nie piątka.
Całe stado ,dwa tysiące
Są jak pchełki wszystkie brzdące.

Skaczą w prawo skaczą w lewo,
Tu korzenie tam znów drzewo
Jak to dzieci ,nie ma zgody,
A w około mnóstwo wody.

Co tu robić ? Rybek tyle,
W toni zgubią się za chwilę.
Tak maleńkie ziarnka piasku
Mogą znaleźć się w potrzasku.

Kleń żarłoczny blisko siedzi,
Już na pewno rybki śledzi.
Roztrzęsiona mama cała
O swe dzieci tak się bała.

-Na te smyki nie ma rady,
-Gdzie ten tato ?Od parady?
Woła mama zatroskana,
-Nie poradzę przecież sama.

Chmura gęsta jak na niebie
Tyle rybek obok siebie.
Tata mamie dawał wsparcie,
Z drugiej strony stał na warcie.

-Znów nic złego się nie stanie.
-Jestem  ,jestem tu kochanie
-A radzisz sobie jakoś tam?
-Bądź spokojna ,o tyły dbam

Minął dzień a po nim dwa dni,
Czy to jawa ,czy im się śni ?
Mama ledwo już się trzyma
Tata ,przewraca oczyma.

Niby przecież chleb powszedni.
Nie zmrużyli oczu biedni,
Jakże ,w nocy też czuwanie
A nuż złego coś się stanie.

-Wiesz co mężu ?-rzekła mama,
-Ja zostaje z dziećmi sama
-A ty znajdź mi gdzieś przedszkole,
-Nasze dzieci tam mieć wolę.

Zmarszczył tato brew na czole,
Ruszył szukać to przedszkole.
Płynie z nurtem przez korzenie,
Najść przedszkole to marzenie.

Bystra woda kipiel biała
Mała rybka wnet ustała.
Płetwy tycie ogon tyci
Nagle ,jak ją coś nie schwyci,

Dorwały ją grube kleszcze,
Tak ogromne ,tak złowieszcze.
-To już po mnie !-tato krzyczy,
W kleszczach został jak na smyczy.

Chce się wyrwać przerażony,
Chce do dzieci ,chce do żony.
Co sił szarpie się wygina.
-Tego wina kto się wcina.

Nagle rak przed jego nosem
Odezwał się grubym głosem.
A ogromny jak dwie góry,
Taki straszny i ponury.

Przygląda się groźnym okiem.
To spotkanie jak ze smokiem!
-Rachu ciachu rachu ciachu
-No co stary ? Coś ty ,w strachu ?

-Pustelniczy żywot wiodę,
-A ty wszedłeś w moją szkodę.
-Co się zbliży wszystko łapię
-A najwięcej ,łapię -gapie!

-Mój kręgosłup cały trzeszczy
-Wypuść raku mnie z tych kleszczy,
-Obiad ze mnie byłby marny,
-Dla mych dzieci koszmar czarny.

Bardzo raka prosi tato.
A rak jemu ,odrzekł na to.
-Coś ty stary, ryb nie jadam,
-Rachu ciachu ?-tylko gadam.

-Raczej żyję z każdym zgodnie,
-Zwracam wolność ,płyń swobodnie.
-Dzięki bardzo dobry raku
-Lecz za bardzo nie znam szlaku,

-Gdzie przedszkole znaleźć mogę,
-Możesz raku wskazać drogę?
-Nie słyszałem o przedszkolu.
-Ja tu mieszkam w szczerym polu,

-Popłyń stary ze dwie mile,
-A dopytuj się co chwilę,
-Rzeka długa ,woda rwąca,
-Gdzieś przedszkole jest dla brzdąca.

Rak tak radzi acz nie wierzy,
-Bądź my stary ,bądź my szczerzy,
-Rwąca rzeka ,woda zimna,
-Opieka lepsza rodzinna.

Ruszył tato znów płetwami
W drogę zabrał się z falami.
Ale rzeka bardziej rwąca,
Nawet szybsza od zająca.

Co sił zmaga się z tym prądem,
W wir wpadł  ,obraca się z rondem
Coraz szybciej szybciej w koło
Jest nie dobrze ,nie wesoło.

Piana bucha wrze tu woda
On bezwolny niczym kłoda,
Z bezsilności zamknął oczy
Po dnie ,jak patyk się toczy .

Wreszcie wypadł z tej kipieli
Za ogonem się już mięli.
A strudzony jest już srodze.
Płynie dalej, jaz na drodze ,

Jest zatoka ,tuż za jazem.
Znów -udało się tym razem.
-Kacze mydło -to się ślizgnę.
Ledwo wpłynął na mieliznę.

Kto ma umysł troszkę zdrowy,
Pływać dalej, nie ma mowy.
Zacumował przy kamieniu
Chcąc odpocząć w jego cieniu.

Podparł kamień ,ciężko dyszy,
Za plecami kogoś słyszy
Jakby kamień .Czy on gada?
-Kto mą muszlę ? Kto przysiada ?

Już miał dosyć nowych hecy
Jednak ,spojrzał za swe plecy.
A z kamienia dwie połówki,
A z połówek czułki z główki.

Jakieś takie dwie poczwary.
-Na co czekasz ?No co stary?
-Odsuń mi się od muszelki!
Wrzeszczał nad nim kamień wielki.

Co ci szkodzi twarda skało,
Przecież ci się nic nie stało.
Ze zmęczenia już nie mogę,
Chcę odpocząć w dalszą drogę.

Wydał tato ciche słowa.
-A to mi nowina nowa.
-Nie ostatni tyś i pierwszy,
-Nasłuchałam się tych wierszy.

-Już dwa lata tkwię w tym mule,
-Nie roztkliwiaj mnie tak czule,
-Tu co chwilę o me ścianki
-Obijają się kijanki!

-Jest mój domek podrapany
-Dawno nie był malowany.
-Cóż żeś słaby źle się czujesz
-Ale domek mi rujnujesz,

-Szukaj sobie inną grzędę!
Dostał tato reprymendę.
Twarde słowa z twardej skały,
Mu nadzieję odebrały.

-Niech tak będzie ,niech mnie nurty
-Niech mnie porwą od twej burty.
-Niech utopią wiry rzeczne.
-Moje dzieci drogie grzeczne

-Wszystko jedno ,wszystko na nic,
-Nie pokonam barier ,granic.
-Zaraz oddam swego ducha.
Kamień zaś ,uważnie słucha.

-O czym mówisz mała rybko?
-Mów mi prędko !Mów mi szybko!
-Twoje słowa niedorzeczne!
-Gdzie te dzieci takie grzeczne?

-W górze rzeki ,tam za tamą
-Z moją żoną a ich mamą.
-Zostawiłem z troską wielką.
-A borykam się z muszelką.

I w nieszczęściu szczęście bywa.
Mała rybka znów się zrywa.
Na myśl o swojej rodzinie
Postanowił ,że -nie zginie!

Niby czary ,a nie czary.
Nabrał w siebie znowu wiary.
-Taką mam już ojca rolę
-Muszę znaleźć to przedszkole!

Uśmiechnęła się też muszla,
Złość z jej wnętrza szybko uszła.
I rozwarła się na strony
Powiedziała -płyń do żony !

-Płyń do dzieci mała rybko!
-Płyń do domu ,ale szybko!
-A i o mnie powiedz żonie
-Spraw się biegiem ,na ogonie.

-Mówi z serca ci szczeżuja
-Nie przedszkola ,ale wuja
-Potrzebują twoje dziatki,
-I bezpiecznej dużej klatki.

-Jam szczeżuja ,małża wodna
-I przyjaciół zawsze godna,
-Już na ciebie nic nie wrzeszczę,
-Przedstaw ty się rybko jeszcze.

-Mam kolory z pąsów róży
-I ten róż mi dobrze służy
-Tom Różanka ,z pra pradziada,
-Zwać różanką mnie wypada. 

-Twoje dziatki więc różowe ?
-Życie chcę mieć kolorowe .
-Kolor róży dobrze wróży
-Niech nam razem zawsze służy!

-Czy ja dobrze to miarkuję?
-Aż me serce mocniej czuję!
-Mam poprosić cię szczeżuję
-Niech mi dzieci wychowuje?

-Już nie miarkuj rybko tyle,
-Daj narybek mi za chwilę.
-Każde dziecko twe różanka.
-Wpłyną do mnie ,jak do dzbanka.

-Jest bezpieczna klatka moja
-Jak sejf ,twarda to ostoja.
-Do niej schowa się wycieczka,
-Jak zgłodnieją ,dam im mleczka.

Tak od wieków ,tak bez przerwy,
Małym rybkom przeszły nerwy.
Mają w rzece swego wuja,
Wychowuje je szczeżuja.
ŁAGODNIE OBURZENI
18 października 2011

ŁAGODNIE OBURZENI

Co to będzie co to będzie
Niezadowoleni wszędzie
Revolution !
Rewolution !
Młodzież wyszła na ulicę
Piękni chłopcy i pannice
Revolution !
Revolution !
Żadnej w tym ideologii
By bogaci nam pomogli
Revolution !
Revolution !
Ani żadnej demagogii
Jak tak okraść oni mogli
Revolution !
Revolution !
Tak łagodnie oburzeni
Czasem z deka są wkurzeni
Revolution !
Revolution !
Zwalić pomnik z piedestału
Zacząć kruszyć go pomału
Revolution !
Revolution !
Korporacje i wy banki
My staniemy z wami w szranki
Revolution !
Revolution !
Dobre zmiany są z ulicy
Społeczeństwo na to liczy
Revoiution !
Revolution !
Revolution end Victory
Piękna bajka do  historii
My żyjemy !
Wspomożemy   !
Może jednak nie tak -gdyby?!
Może jednak nie na niby?!
Revolution  !
Revolution !
KRAKÓW
1 listopada 2011

Mój Kraków

Zwykli i szarzy ,wyblakłe ciuchy,
Brak dostojności , niemrawe muchy.
Ludzie pełzają jak leśne mrowie
W królewskim starym moim Krakowie.

A gród wytworny , światły , strzelisty ,
Rósł przez stulecia w wizjach artysty.
Koloryt pędzla i strofy wieszczy
Na każdym kroku widać ,aż trzeszczy.

Są tu krużganki ,łuki w zachwycie ,
Kamienic fronty zdobne sowicie,
Najznamienitszych rodów pałace,
Zaczarowane największe place.

Świątyń dla ducha stado czarowne,
Dumne Wawelu mury warowne
Oplatające serce polskości.
Nad bezmiar kipi od tej wzniosłości.

Jest też zaduma w ciszach kościelnych,
W epitafijnych laurach dzielnych
Przodków zakuta ,wartujących dusz
Krwi zebranej z pól dziejowych burz.

Ot Sukiennice -strażnik wiekowy,
Jarmarczny sklepik ,sejf kulturowy,
Świadek kruchości ojczyzny wrogów,
Spektaklów sztuki duchowych bogów.

Strzela w obłoki ratusza wieża
Z zegara wskazań drogi wymierza
Dla synów grodu ,dla polski chwały,
Nazbyt im w świecie fanfary grzmiały !

Ulice ludni gawiedź ,pospólstwo ,
Słychać codzienne zwykłe gadulstwo .
Normalni ludzie  ,na pozór szarzy?
Czy coś w Krakowie jeszcze się zdarzy?

Kraków jest piękny ,gród to nad grody,
Powstał z marzenia myśli swobody.
Niezwykli ludzie , ludzie z ulicy,
Ulic obecni - ich poprzednicy.

Kraków ma duszę osobliwości.
Mistycyzm ,magia w tym mieście gości.
Szarzyzny szata zdobi Krakusa,
Z ducha Jim myśl rwie pikantna  ,kusa!
SZOPKA KRAKOWSKA
30 listopada 2011

SZOPKA KRAKOWSKA

Pod Adasiem zbiegowisko
Kolorowe uroczysko
Zebrali się tutaj chłopki
Wystawili swoje szopki

Są strzeliste złote wieże
I dziedzińce srebrne -szczerze
Kawał stoi barbakanu
Snopek leży żniwa łanu

I korona jest królewska
Pod nią orzeł księcia Mieszka
Są tu mury też Wawelu
Trudu przy tym miało wielu

Duzi mali ponoć chłopki
Nie wyraźni ,no roztropki
Tak by można rzec w ogóle
Gdy przyglądnąć się w szczególe

 Bogu Dziecku adoracja
Patriotyzmu demonstracja
Wiara w ducha swej polskości
Czy na pewno chłopki prości

Umieć przelać swe uczucia
Po złotowym formom czucia
Wyobraźni swojej myśli
Po to z domu z szopką wyszli

Nam podziwiać brać naukę
Chwalić wielbić ową sztukę
Chłonąć ducha z patrioty
Niech wyksztusi nam też wzloty
MROZY ZGROZY
25 listopada 2010

MROZY ZGROZY

Idą mrozy ,cała chmara,
Każdy siwy -bródka biała.
Postrach sieją zewsząd wszędzie,
Lepiej jak ich tu nie będzie.

Każdy  trzyma różdżkę w dłoni
Gdy nią dotknie ,wszystko szroni.
Nawet woda słona w Wiśle
Tak zdrętwiała ,biedna ,ściśle.

Co dopiero inne rzeczki,
Lodem skute są bez sprzeczki,
Oni wcale się nie kłócą,
Lód we wszystkie wody wrzucą.

Gdy już stworzą lodowiska
I ulica też jest śliska
Zabierają się za szyby,
Są malarze ,tak jak gdyby.

Nie jak gdyby ,lecz artyści,
To najlepsi naturyści,
Pomalują całe szyby
W polne kwiaty ,w leśne grzyby,

I kosmiczne różne stwory,
Gęste  knieje ,dzikie bory,
Łąki kwiatów wciąż be z końca,
Widać na nich zachód Słońca.

Potem biorą się za drzewa,
Na gałęziach gwiazdki z nieba
Tak dopieszczą ,tak ułożą,
Idą dalej ,dalej mrożą,

Dalej stoją samochody,
W ich chłodnicach mrożą wody,
Bez pardonu ,dla zasady,
I nikt niema na to rady.

Gdy zamrożą okolice
Wszystkie domy i ulice,
Wszystkie szyby ,wszystkie drzewa,
Powracają ,hen do nieba.

Tam położą się na chmurach
Biało siwych kłębów górach
I odpoczywają ,marzą,
Gdy przyjdzie zima ,wyłażą.
ŚWIERSZCZYK
29 marca 2011
Na melodię Zielony Walczyk Raz Dwa Trzy

ŚWIERSZCZYK

Zielony świerszczyk zielony
Skacze po kwiatkach szalony
Wyskoczył w strachu z pod miedzy
Śmieją się z niego koledzy

Nie bój się świerszczu nie bój się
Do drogi z nami gotuj się
Pędzić będziemy przez pola
Nie złapie nas już niedola

A gdy będziemy daleko
Będziemy z mlecza pić mleko
Kąpać będziemy się w rosie
Wszystkich dokoła mieć w nosie

Gdy odpoczniemy na szczawie
Będziemy skakać po trawie
Będziemy chadzać po gaju
Śpiewać piosenki o maju

Ref Zielone świerszcze zielone
Skaczą po trawie szalone
Skaczą po zbożach po miedzy
Razem się bawią koledzy

Ref Zielone świerszcze zielone
Skaczą po kwiatkach szalone
Bawią się razem na polu
Jak przedszkolaki w przedszkolu

Ref Zielone świerszcze zielone
Skaczą na dworze szalone
Skaczą w przedszkolnym ogrodzie
U nas skakanie jest w modzie 

Ref W przedszkolu skaczą dzieciaki
Radosne mają buziaki
Skacze Pawełek i Ola
Cała ferajna z przedszkola

Ref Zielone świerszcze zielone
Skaczą po trawie szalone
Skaczą po zbożach po miedzy
Razem się bawią koledzy

Ref Zielone świerszcze zielone
Skaczą po kwiatkach szalone
Bawią się razem na polu
Jak przedszkolaki w przedszkolu

Ref Zielone świerszcze zielone
Skaczą na dworze szalone
Skaczą w przedszkolnym ogrodzie
U nas skakanie jest w modzie
SZTUCZNE ŻYCIE
27 marca 2011

SZTUCZNE ŻYCIE

 Niech konwalia pachnie w lesie
Nie zrywajcie jej na wiosnę
Woń zapachów wiatr niech niesie
Ja z konwalią przecież rosnę

Zieją ogniem buldożery
Beton w ziemię wpiął korzenie
Nagość miasta łyse skwery
Kurz na ławce sobie drzemie

Polewaczka tuż za rogiem
Trzeźwi asfalt w tym zaduchu
Błoto miesza się ze smogiem
Znaczy obraz życia w puchu

Tuż opodal panny modne
Kręcą tyłki w swym zachwycie
Ich aleje są wygodne
Tak dreptają przez swe życie

Nie ma tęczy są neony
Księżyc w chmurze jakiś brudny
Nikt z nas ludzi nie zdziwiony
Sztuczny kolor taki złudny

wtorek, 3 stycznia 2012

JAK SIĘ PISZE WIERSZE
14 maja 2010

JAK SIĘ PISZE WIERSZE

Opowiem wam drogie dzieci
Jak poeta wiersze kleci.
Dwie linijki dopisuję
Pierwszą zwrotkę już rymuję.

O poranku sobie wstaję
I jak każdy mam zwyczaje.
Myję zęby ,golę brodę,
W drugiej zwrotce leje wodę.

Płynie chmurka ,wiatr powiewa,
Mruczą głośno stare drzewa.
Baran beczy ,muczy krowa
Trzecia zwrotka jest gotowa.

Rozumiecie w czym tkwi sekret ?
Już wam piszę o tym dekret.
To łatwizna zwrotka czwarta,
Wcale nie była uparta.

Zwrotkę piątą piszę sobie
Przy herbatce którą robię,
Jeszcze cukru ,troszkę mleka
I tak miło czas ucieka.

Czy już wiecie jak to leci ?
Szusta zwrotka się tu kleci.
Rymowanie tylko jedno
Proste - W prostocie tkwi sedno.

Dalej pisać drogie dzieci ?
Pewnie wiecie jak się kleci.
Siódma zwrotka dla teorii
Kończy wierszyk w śmiechu glorii 
UCZUCIE
12 maja 2010

UCZUCIE

Gorące serce , usta z maliny
Gdzież  mam poszukać takiej dziewczyny?

I te spojrzenie dane ukradkiem
W pąsowej łące mieni się z bratkiem

Toż to kwiecista jest z latorośli
Móc tylko muskać ile radości

Chodzę po łące skąpany rosą
Skrzydła motyli same mnie niosą
Marzę o zorzy w kwiecistym gaju
Chciałbym zamieszkać razem z nią w raju

Usłany dywan z maków czerwieni
Podmuchem zorzy w czar coś zamieni
Gdy nas poniesie ponad niebiosa
A żar wzniosłości niech studzi rosa

Chciałbym się tarzać w zapachu toni
Alpejskich fiołków poczuć jej woni
Szybować wiecznie w otchłani czaru
I spijać wino z niej bez umiaru

Strofy epickie tęczą malować
W bezkresu czasu razem wirować

Co jest piękniejsze ponad uczucie
Słowika szepty w miłosnej nucie
NIEZAPOMINAJKI
10 maja 2010

NIEZAPOMINAJKI

Żabie oczka- Oczka żabie
-rosły sobie gdzieś przy Rabie-
-Gdzieś na skraju rzeki
rosły sobie tam przez wieki
-W koło chaszcze i leszczyna-
-Cudna bajka się zaczyna-

-Na listeczku jest biedronka
złota nadlatuje ważka-
-Słodki ćwierkot słychać ptaszka-
-To zaloty są skowronka

-Pluska obok w płytkim brodzie
Żabka, w jakże czystej wodzie-
-Tuż wygrzewa się jaszczurka,
zaś w leszczynie jest wiewiórka-

-Nawet zając nie zważając
Sobie tu bez strachu kica-
-Na ramieniu serce mając
Łapkami przemywa lica-

-Bażant wygląda zza krzaka,
w dali pole z łuny maka-

-Nie brakuje i motyli
Dech zapiera w takiej chwili-

-Uroczy zakątek świata-
-Nieba lazur , szafir nocy
małe kwiaty dużej mocy-
-Modre niezapominajki-
-Czar i urok został bajki-
-i moje młodzieńcze lata

STOKROTKA BIAŁA
27 marca 2010

STOKROTKA BIAŁA

Rośnie na łące Stokrotka Biała
Ledwo ją widać ,jest taka mała.
Błyszczą jej płatki w promieniach Słońca
A swe kobierce ściele bez końca.
To nic ,że nad nią wysokie trawy
Chcą przyćmić blask jej , i ukraść sławy,
Wnet nakryć cieniem jej blade płatki,
Jak w oceanie zatopić statki
Wicher chce ,szkwał i wysoka fala,
Nie straszne dla niej ,widać ją z dala.
I jest w tym pewnie moc czarodziejska,
I czaru bieli uroda sielska.
=================================
Chodzisz po łące ,zrywasz bławaty,
Maki czerwone te piękne kwiaty,
Z zachwytem patrzysz na bukiet w dłoni,
Czujesz rozkoszy zapachów woni,
Bukiet kolorów radość napawa,
W twych oczach widać barwy jest sława.
W kolorach tęczy pławią motyle,
Wierz mi dziewczyno ,jest to na chwilę.
I Wiosna przemknie ,lato przeminie,
Koloryt kwiatów na łące zginie.
Za to stokrotka w złotej jesieni,
Blaskiem swej bieli ciągle się mieni.
=================================
Jak to czasami w bajeczkach bywa,
Skromna dziewczyna stokrotkę zrywa,
I plecie sobie biały wianuszek,
Stokrotka przecież to jest Kopciuszek.
STORCZYK
25 maja 2010

STORCZYK

Storczyk czy też Orchidea
Kwiat harmonii i idea
Kolorytem tęczy bratem
Odwiecznym obierzy światem

Jest jak nimfa z wody toni
Co z znienacka się wyłoni
W czarodziejskim swym zachwycie
Z dżungli  schowany tam  skrycie

Elegancja doskonałość
Finezyjna wręcz jest dbałość
Tej przemiany róż purpury
W fioletowe pyszne chmury

Nagle żółcie z karmazynu
W amarantu stali czynu
Gdy po chwili pokłon blady
Karmin dominuje śniady

Jakby ważka swym rumieńcem
Oplatała z groszków wieńcem
W swej histerii swych zalotów
Uniesienia uczuć lotów

Swą energią w wdzięcznym blasku
Hipnotycznie woni ,klasku ,
Czysta miłość jakże skromna
Żadnej barwie nie podobna

Czuć emocje tu ironia
W ubarwieniu gra symfonia
Piano Piano A Cappella
Z bieli lazur burgund ;Bella

Wiecznie tkwi na piedestale
Ileż śmiałków tak wytrwale
Skradło barwy tych odcieni
Z otchłań odmętów zieleni
A JA CIĘ KOCHAM
7 czerwca 2010

A JA CIĘ KOCHAM

A ja cię kocham gdy Słońce wstaje
Gdy kwitną bzy w zieleni są gaje
Nawet gdy kropi i jest ulewa
Wszystko to twoim wdziękiem  opiewa

Kocham cię rankiem chodząc po łące
Widzę w kaczeńcach promienie lśniące
A gdzieś wysoko śpiewa w oddali
Słowik , westchnieniem uczucia chwali

Pędzę przez łąki skąpany rosą
Aż pod niebiosa motyle niosą
W kolorach tęczy w stokrotek chmary
W blaskach ich bieli napawam w wiary

Ach cóż mam począć w szale wzniosłości
W uczuciu moim tyle radości
Mała iskierka twego uroku
Serce mi bije tarzam w obłoku

Ach cóż mam począć w szale wzniosłości
Kochać bo miłość uczucie radości
Marzę  i kocham i nie przestaję
Miłość ach miłość tak wiele daje
WIATRU MIŁOŚCI
2 grudnia 2010

WIATRU MIŁOŚCI

Już nie wieje zawierucha ,śniegiem nic nie prószy
Wiatr się schował hen za chmury ,naciera swe uszy.
Biedak wzniecił zimne chmary , był bez kapelusza,
Będzie swoim zakładnikiem ,zamarza mu dusza.

Ej ty wietrze ,ty głuptasie ,czemuś tak szalony?
Czemuś nie miał kapelusza ,w zimie -m szukał żony.
Czemu tańczysz ty z tą panią  ,bez opamiętania
Czy ta biel jest aż tak czysta , warta miłowania?

Ej ,ty biedny samotniku ,ej ty wietrze ,wietrze,
Zima z lodu ma swe serce ,wiedzże ej ,ty wietrze.
Ci kochanek nie wystarczy ,zima ta ci jeszcze?
Cudy są w niej i rozkosze - pisują mi wieszcze.

Ej ty wietrze ,ty szalony ,ty łotrze cygański,
Gonisz ciągle  w śród lazurów ,jak charcik bezpański.
Ciągniesz chmury  swych taborów na łukach niebiosa
Każda smukła ,każda w tiulach i lekka i bosa.

Masz kochanek w kroplach rosy ,strojne jak brylanty,
Płyną  ,tańczą wokół ciebie ,niczym nutki szanty.
Ej ty wietrze ,ty tułaczu ,co szukasz rozkoszy?
Któż ci tiule upilnuje ,czyż nie masz nic groszy?

Ty brylantów  pilnuj wietrze , ej ty ,masz je w dłoni.
Ciągle gonisz białą panią ,każda z nich łzy roni.
Zostaw ty tą ladacznicę krążącą po ziemi,
Kochanków ma ona wielu ,i nikt jej nie zmieni.