Strony

wtorek, 11 października 2022

SAN I WISŁA

 San usłyszał raz o Wiśle 
I pomyślał : - List jej wyślę .
Piękna i dorodna rzeka .
Na mnie szczęście z Wisłą czeka .

San się skupił sam nad kartką :
- Wodę w rzece mam ja wartką .
- Płynie ciurkiem i potokiem ,
- Dość spokojnie , wolnym krokiem .

- A po drodze , mam jezioro .
- Wody w nim nad wyraz sporo .
- Przy wylocie stoi zapora .
- Ze mnie robi w niej potwora .

- Niżej szersze mam koryto ,
- Głębia duża , wód obfito .
- Ryb dorodnych , Dużo , gęsto .
- Spotkać ludzi można często .

- Me koryto na granicy .
- W O P stoi przy mnie i celnicy .
- Chcę się spotkać z tobą Wisła ,
- Taka chęć w mych wodach błysła .

- Niech się zleją nasze wody .
- W zimie mróz połączy w lody .
- Bądżmy razem w tym padole .
- Miejmy lepszą wspólną dolę .

Wisła tak mu pisze w liście :
- Ależ Sanie , oczywiście !
- Wyjścia nie mam w tym przypadku ,
- Mym dopływem bądż gagatku !

- Przy Smolniku jest zakole ,
- Wpłynąć we mnie tam pozwolę .
- Tak ,że czekam na cię Sanie 
- Niech marzenie twe się stanie !

I spotkały się dwie rzeki .
Razem płyną już przez wieki .
Płyną , płyną do Bałtyku .
W Gdańsku z morzem są na styku .

Wiewiórka wredna córka

 Siedzi na drzewie wiewiórka ruda ,
Nie je , nie pije , choć taka chuda .
- Zjedzże orzecha - prosi ją mama .
- Jak ci smakuje , zjedz  sobie sama !

- Ja mam ochotę na czekoladę !
- Dasz czekoladę ? To zjeść dam radę !
Mama się  łapie łapką za głowę .
- Zjedzże orzecha chociaż połowę !

- Chcesz  żebym jadła ? Daj mi  cukierki !
Ruda wiewiórka !!!  Takie jej gierki !
Nic nie dociera do tej wiewiórki
Rudej , niedobrej , wyrodnej córki .

Nie wiem , ja nie wiem , po kim te geny  ?
Zaraz dostanę wielkiej migreny  !
Zlituj się córko nad matką , zlituj !
Już nie wybrzydzaj i zjadaj mi tu !

Zjedz mi orzecha , choćby kawałek !
Zobacz co trzymam , do ciasta  wałek .
Nie wiem co zrobię  ? Za nic nie ręczę ?!
Dobra mamusiu , jakoś go zmęczę .

Ile to trzeba nerwów i siły ?
Żeby coś dzieci się  nauczyły 
Za czym urosną , by być dorosłym ?
Żeby nie były , nie daj Bóg - osły ?!

Trzy Wiewiórasy

Rude kolesie błądzą po lesie .
Piski i wrzaski a echo niesie .
Razem trzy rude małe wiewiórki
Wyszły na spacer  z rodzinnej dziurki .

Śmiga mu kita , druga go wita ,
Trzeci za nimi, ot , cała świta .
Raz , tu na drzewo , dwa ,  koło drzewa .
Czas  na przystanek , tu ptaszek śpiewa .

Znów pędzi , pędzi  , a za nią  drugi ,
Za nimi trzeci , zostawia smugi .
Fajna zabawa , radości tyle ,
Skoki , przeskoki , cyrkowe style .

Wabią  żołędzie , dębu  konary .
Tu na nich czeka , wiewiórek stary .
Dały  się  nabrać trzy łobuziaki ,
Nie ma tragedii . dał  im lizaki .

Do dziupli poszły zadowolone .
Jutro  znów będą  , skoki szalone .
Tulą w poduchach  trzy wiewiórasy ,
Póki dzieciaki - wciąż  mają wczasy .

hasa po lesie

 Hasa wiewiórka sobie po lesie .
Zbiera orzeszki , do dziupli niesie .
Tu ma orzeszka , tam ma orzeszka ,
Niesie orzeszka , znosi gdzie mieszka .

Czasem po drodze gdzie indziej schowa .
Potem zapomni . Boli ją głowa .
Albo zakopie pod jakimś krzaczkiem ,
by nikt nie widział , cofa się raczkiem .

I tak od wiosny aż do jesieni .
Pracy ma dużo , nic się nie leni .
Do swej spiżarni znosi orzechy ,
Choć dużo znoju , dużo uciechy .

Gdy już nadejdzie puszysta zima ,
Chowa się w dziupli , wiewiórki nima .
Leży na pleckach albo na brzuszku .
Chrupie orzeszki , chrup - po okruszku .

ZGRYŻLIWA RODZINA

 Gryzł się wciąż ojciec , gryzła się matka ,
Gryzła ich córka , córunia szmatka .
Wszyscy się gryżli , do krwi do kości .
Czemu się gryżli ? Ze szczerej złości !

Córka pogryzła matkę wieczorem ,
Marka jej krzyczy : Jesteś potworem 
A córka matce : Tyś jest ropucha ,
Stara ropucha i jeszcze głucha .

Matka za wszarz złapała córkę ,
Córka ma teraz z matką pod górkę .
O swe kolano trzasnęła wszarzem ,
Cud , że swej córki nie jest grabarzem .

Pięści zaciska , żadnej litości .
Patrzy na obie ojciec ze złości .
Pięścią pod oko przywalił jednej ,
Po czym , następnej ,córce .swej wrednej .

Matka i córka wzięły za fraki ,
Okrutnie ojcu , drenują flaki .
Córka w swym szale , wątrobę gniecie ,
Matka , że żona , ptaszka w pakiecie .

Ojcu , już rozum przyszedł do głowy .
Ugryzł swej żonie nos do połowy 
A zaraz córce , kawałek ucha .
Drze się mu córka : Matka ropucha !

Ojcu , normalka wszelkie wyzwiska .
Złapał za szmaty i córką ciska .
Córka w powietrzu , matka przy flecie ,
Można się pośmiać , jak w kabarecie .

Spuścić na scenę czas już zasłonę .
Znajdżcie rodziny lepszą ikonę .
Zaś tę ,wymażcie szybko z pamięci !
Byście nie byli , jak ta , przeklęci !