Strony

sobota, 15 lutego 2014

Joanna Kluzik Rostkowska

Kto to taki na cokole?
Chciałbym się pochwalić w szkole.
Mały Jasio taty pyta.

Na cokole stoi kobita.
Dumnie tato odpowiada.
No wiesz synu ,tak się składa ,
Orleańska to Dziewica,
Średniowieczna społecznica.
Własną piersią z mieczem w ręku
Zastawiała i bez lęku
W imię Boga i honoru
Wbrew patriotycznego sporu
Jaśnie króla i ojczyznę,
Naród w zamian -spaleniznę
W mękach na ogniowym stosie ,
Teraz hołubi ją w patosie.
No wiesz synu ,to Joanna,
Najcnotliwsza ponoć panna.

Słońce grzeje ciepłe lato
To są bajki ,tato ,tato!
Jest z marmuru to ma cnotę,
Każda zawsze ma ochotę!

Co ty mówisz ? Ja pierdole!
Czegóż was tam uczą w szkole?

To nie w szkole ,a w dzienniku,
Jest Joanna na świeczniku,
Prezydencka niegdyś lwica
No ta Kluzik ,niewdzięcznica.

O mój synu ! Dobre dziecko,
Poznał zaraz kto zdradziecko,
Nożem w plecy w podły sposób
Dźgnął Kaczora !? 

Wiele osób,
Sporo tato w naszym kraju.

Widać w jakim obyczaju
Wychowane jest pospólstwo
Mdłe ich słychać jest gadulstwo.




List do NIE

W P Jerzy Urban

Lubię kpiny i dowcipy ,
Mówię prosto i bez lipy.
Piszę wiersze ,klepie zdania,
Nic tu niema do dodania !

Mam przyjemność Wielmożności,
Prezentować możliwości
Swoje tylko ,a nie cudze,
I na pewno podziw wzbudzę!

Cóż Uszatku  ? Misiu drogi !
Jam redaktor bardzo srogi !
Pisze do Cię urzędowo !
A z chichotem każde słowo !

Znam ja ludzi przypadłości ,
I nie piszę je ze złości
Lecz ,z potrzeby mego ducha ,
Taka właśnie moja fucha .

Jeśli chcesz uszczypliwości .
To napiszę Ci ze złości !
A jak będziesz chciał dać w dupę ?
No to wezmą nas pod lupę !

Ale Ty masz  znajomości ,
Nikt nie ruszy nas -za prości !
Gdy zapłacisz dobrze -myślę
To Ci fajny wierszyk wyśle

Wybierz sobie tylko temat !?
A ja stworzę Ci poemat !
I do płaczu lub do śmiechu ,
O kościele czy też grzechu ,

Lub ,co w Polsce jest na topie?
Ja napiszę tobie Chłopie !
A najbardziej - polityka !
Me uczucia tak -dotyka .

Zgnoję ,zbluzgam ,mocno skopie !
Trzeba -do dupy nakopie !
Bez urazy redaktorze ,
Mniemam -twe konto otworzę !

Mam fantazję tu ułańską
A i kpinę ostrą ,drańską.
Nie oszczędzę Ci premiera
Gdy w me serce on doskwiera.

Również księdza wezmę w cugi
Jak Świat szeroki i długi.
Każdy może być kondonem
U mnie ,lub Jack Londonem.

Jest od wieków taka bitka,
Wszyscy chcą krzyżować żydka.
Jasię tutaj nie podłożę,
Jak trza ,sam mu też dołożę.

Seksualnie też potrafię
Na kanapie albo w szafie.
Znam pozycję każde w łóżku,
I pod brzuszkiem i na brzuszku.

Taki jestem błyskotliwy
Arogancik podchwytliwy,
Gdy uczepię się ogona
Każda pała załatwiona.

Tak nawiasem ;jestem drogi !
I nie szukam zapomogi !
List otwarty piszę Tobie,
I społecznie teraz robię .

Możesz sobie wydrukować
W swej gazecie podziękować.
To wystarczy na początek,
Sprawdzisz -ile będzie piątek !?


Pan Loczek

Niestety podziękowali,
nie ten klimat!




piątek, 14 lutego 2014


NAGA RZECZYWISTOŚĆ

Franek - gościu z Kazimierza,
Za nic sobie nie dowierza.
Wielkiej klasy oszust taki.
Sobie wierzyć ? Problem jaki ?
Lecz nie Franek . Jest poranek
On spać idzie , taki Franek.
Oszukuje całe życie
Z jakim wdziękiem i w zachwycie.
Umie wciskać takie kity,
Jaki efekt znakomity.
Jego świetna tak bajera,
Przewyższyła już Moliera.
Badał doktor go uczony,
Stwierdził;
- oszust urodzony!
Żeby zaraz i od razu?
Odczyt Franek robił gazu.
Tak ,w przychodni , u doktora;

Za gaz płacić jest już pora.

Ale za co proszę pana?
Sala prądem ogrzewana.

Nic nie szkodzi mój doktorze
Zawór gazu ci otworzę,
Jest faktura napisana!?
Płacić proszę , proszę pana.

Gazociągu niema wcale!?

Żaden szkopuł
- rzekł niedbale.
Niema ? Ale  wkrótce będzie,
Myślą o nim na urzędzie.

W takim razie ta faktura?

A ,faktycznie ,?Jakaś bzdura.
Sprawa inna jest doktorze,
Tylko doktor pomóc może.

Trzeba było tak od razu,
Nie zaczynać mi od gazu.

Jestem człowiek na urzędzie,
I zaglądnąć muszę wszędzie.

Znaczy się , proszę , skarbówka?

Doktor ? Po co mocne słówka?

Drogi gościu ,usiąść proszę,
Już kaweczkę sam przynoszę.
Więc kosztuje ,mnie to -ile ?

O tym powiem  ,to za chwilę.
Niech pan powie mi doktorze,
Ile pan od siebie może?

Wie pan , wszystko to zależy?

Się rozumie , co u kogo leży,
No na biurku ,w mym urzędzie,
Ile , zatem tego będzie?

Ile pacjent sobie życzy?

Tyle - ile bank pożyczy!

Nie rozumiem ,po co banki?

Ja doktorku mam kochanki.
A wie doktor ,wszystko drogo,
Jak im nie dam ,spać nie mogą.
Żeby jedna , a ich cztery,
I pazerne są cholery.
Potem w pracy ,ledwo stoję,
Dyrektorkę jeszcze łoje.
Taka praca jest niestety,
Wszędzie tylko te kobiety.
Nie przyniosę jej mandatu,
Musze użyć na nią  batu.

Przyznać musze , ciężka praca,
Ale chyba się opłaca?

Na chleb z masłem tu zarobię,
Lecz tak dalej ,będę w grobie.
No jak doktor ? Rusz palcami,
Sprawa będzie między nami.

Mam nadzieję inspektorze,
Dwa tysiące tutaj łożę.

Trochę mało ,cóż ,niestety,
Mnie wykończą me kobiety.

Ledwo wyszedł z tej przychodni,
A już jemu nie wygodni,
Na wizycie u lekarza
[Lecz Frankowi to się zdarza]
Zbadać serce przyszedł sąsiad,
W gabinecie jeszcze nie siadł
Dobrze ,a już pyta wścibski,
Leczy się tu Franek Lipski?

To znajomy jest ten pana?
Spytał doktor .

Twarz mi znana
Jest doktorze ,mieszka blisko,
Zawsze kłania mi się nisko
I udaje dżentelmena
A naprawdę , to jest hiena,
Naciągacz, i oszust stary,
Wyszukuje swe ofiary.

Mówił że jest inspektorem.

Do mnie kiedyś , że doktorem,
Znajomemu że dyrektor,
A do kogoś ,że jest rektor,

No idiota ze mnie taki,
Nawet  bez żadnej poszlaki,
[Westchnął doktor w swoim żalu]
Prosto mnie pozbawił szmalu.

Tu diagnozę stawiam taką;
Postać Franek ma wszelaką,
Może wszystko w swoim fachu,
Po mistrzowsku i bez strachu!




czwartek, 13 lutego 2014

 KURA NIE KURA-ENCYKLOPEDYCZNA FACHURA

KAZIMIERA ŚLISKA SZTUKA
OSTRYM DZIOBEM WSZĘDZIE STUKA.
TAK NORMALNOŚĆ W OCZY KOLE!
LECZ JA NA TO; - NIE POZWOLĘ!

Siedzi w gnieździe dziwna kura,
Głowę ma usłaną w chmurach.
Ciągle gdacze albo marzy,
Jakby się ze światem swarzy ,
Jakby do niej nie dociera
Albo ,może ,jest przechera?..
Że ,jest kura ,jej wiadomo
Nie do końca - chyba ?...Chomo?....
W każdym razie wciąż się kwasi,
Nic w kurniku jej nie pasi.
Wciąż buntuje i podjudza
Ale ,zaufanie wzbudza?..
Ją słuchają kury głupie
Chętnie ,by mieć wszystko w dupie!
Takie kury ,wręcz prostaczki!
Co umieją ? - Oprócz sraczki?!
Poklask zatem u nich wielki.
Oczywiście rozgłos wszelki.
Wszędzie znana i lubiana?,
Celebrytka szanowana?.
W telewizji więc wywiady.
Jej przegadać nie da rady.
Któż się z resztą jej ośmieli?..
I nie bardzo też by chcieli
Zadrzeć z takim ancymonem
Niby kura ,a z ogonem
Może diabła ,czy koguta?...

Tak z niej bije wielka buta!

Wreszcie weźmy się do rzeczy;
Co ta kura do nas skrzeczy?
Co w kurniku jej tak szkodzi?
O co jej naprawdę chodzi?

" -Gdybym była ja kogutem
-Choć malutkim liliputem,
-Bym grzać jajka nie musiała,
-A jak kogut ,ciągle piała !
-Swym doniosłym ,gdaczmy głosem;
-My nie gódźmy się z tym losem .
-Jajka są domeną samca!
-Kto inaczej gdacze -kłamca!
-A poczęte z jaj kurczęta,
-Niech koguta będzie pięta!
-Sam ma zadbać o pisklaki!
-Oto mój jest program taki."

-W takim razie kogut zdrajca!
-Nie chce wcale znosić jajca,
-Każe siadać jak do gniazda
-Śpiewem pieje ; Ale jazda!
-Łapiąc grzebień, trzyma w dzióbie,
-Nawet gdaknę ; -że to lubię!
-Lecz -ja ! -jajka potem znoszę.

" -Noj co ? Kogut oszust ! O ! Proszę!
-Już widzicie moje kury,
-Trzeba zburzyć nam te mury."

-Powinniście wszystkie wiedzieć,
-Ja musiałam też tak siedzieć!
-Mnie też kogut ciągle ruga!
Zagdakała kura druga.

-Niepotrzebne nam koguty!
-Samce wszystkie głupie fiuty!
Podchwyciły w tłumie kury
Głośno gdacząc chórem bzdury.

Telewizja po układach,
Nakazuje na naradach
Tak utrwalać nowe prawa
Z podjudzenia -chryja ,wrzawa!
Celebruje nów prawidła
By normalność wszystkim zbrzydła!

PODPISANE:
STUPROCENTOWY KOGUT !
====================




Hipopotam

Hipopotam rzek do żony;
-Jestem bagnem już znużony.
-Wokół błoto ,cuchnie woda,
-Mnie w tym bagnie życia szkoda.

Hipcia na to tak do męża;
-Wreszcie rozum twój zwycięża.
-Mnie też ciężko żyć w tym bagnie,
-Każdy z bagna wyleźć pragnie.

Że ,scenariusz pisze życie,
O mamusi myśli skrycie
A pakując ich manatki,
Zachęcała go do matki;

-Ma piaszczyste wokół plaże,
-Ja o plaży właśnie marzę.
-Woda świeża ,jest bieżąca,
-No co !? -Płyńmy! - Tak go trąca.

Trwa idylla dwa tygodnie,
W trójkę żyją bardzo zgodnie.
Mama taszczy świeże chaszcze
I po brzuszku zięcia głaszcze.

-Najedz zięciu się do syta
-Gdy nie daje ci kobita.
-Córka franca  ,tak , wyrodna,
-Nie jest ciebie wcale godna!

-Już zatroszczę się o ciebie,
-Będziesz u mnie miał -jak w niebie!
Słysząc córka  -tak się wściekła;
-Prosto z bagna wprost do piekła?!

Już chce wracać od mamusi
Ale ,czy mężusia zmusi?

Wiedzcie wszystkie drogie panie
Chłop gdzie lepiej ,tam zostanie.

Jeśli jesteś niezaradna,
W domu bajzel ,tyś nieładna,
Nawet matka twa rodzona
Może być znienawidzona.