Strony

czwartek, 2 lutego 2012

RACHUNEK
3 grudnia 2010

RACHUNEK

Postarzały się jabłonie i zdziczały śliwy
Ogień trawi ogień płonie okrutny i mściwy
Przestań ogniu odejdź ogniu nie pal mego sadu
Przyjdź tu burzo przynieś deszcze uczyń nań opadu

Postarzały się jabłonie i zdziczały grusze
Ogień pali moje serce rozdziera mą duszę
Dymy dławią gryzą gardło w oczy kłują pieką
Popłynąłem statkiem życia całkiem inną rzeką

Gra orkiestra brzęczy metal tańczą arlekiny
Cyrk się kończy mego życia z głowy pełzną drwiny
Siedzę sobie w szarym kącie na przystani losu
Chcę przywołać w duszę światło jakoś brak mi głosu

Już ujrzałem przez lunetę  otchłań czasu ,wieki
Śmiesznie mały człowieczyna zastawiał zasieki
Mógł choć raz tak poszybować uciec z wiatrem w pola
Lecz nie chciała człowieczyna zmurszała mu wola

Stanął błazen w czarnym stroju  blisko człowieczyny
Zamiast śmieszyć bawić miną wszczął strach , zaręczyny
Masz tu pierścień złota czarny co blask jego mdleje
Ogień trawi ogień furczy paszczą zewsząd zieje
TANGO ROZPACZY
7 luty 2011

TANGO ROZPACZY

Gra harmonia i gitara
Na parkiecie pląsa para
Podtrzymują namiętności
Przy muzyce w gotowości

Wisi mu na torsie ona
Lecz to nie jest jego żona
Ale ulec jest gotowa
Dansingowa stara krowa

On przystojny wybiegł z domu
Chciał się żalić byle komu
W alkoholu zapomniany
Przy niej koi swoje rany

Jego życie tak splamione
Szef mu ukradł piękną żonę
Bez oporu poszła sama
Woli bosa niźli chama

Zabawił się nią przez chwilę
Było całkiem jemu mile
Potem rzucił ją do kąta
Na dansingu gdzieś się pląta

Noce całe nie przespane
Życie takie zafajdane
Opowiada ta melodia
W namiętności taka zbrodnia
 
Rozpaczy tango tango rozpaczy
Wiele chwil razem nic już nie znaczy
Rozpaczy tango tango rozpaczy
Zdrady swej żony mąż nie wybaczy
DO PRZYJACIÓŁ PANA BOGA
10 marca 2011

DO przyjaciół PANA BOGA

Klasztor Shaolin w legendach słynie,
Walecznych mnichów mit nie zaginie.
I bez kozery ,mistrzów fechtunku
Wezwiesz na pomoc ,krzycząc ratunku.

Lepszy niż w bazach marines foki,
Do tyłu salta w powietrzu skoki,
Młócą cepami ,robią motyką,
Pietyzm z artyzmem ,technik z taktyką.

Niema znaczenia  jakim orężem,
Szablą czy dzidą ,zawsze jest mężem,
Zawsze mnich walczy o słuszną sprawę,
Broni biedaków gdy ma obawę.

Na szafot stawia nawet swe życie,
W cieniach zaułków ,samotnie ,skrycie.
Nie pragnie nagród i fanfar w fleszach.
Sens ideałów w sławę nie miesza.

Ubóstwo bycia i duch skromności,
Na piedestale puchar godności,
Cnota pokory ,sprawy oddanie,
Walka z krzywdami ich powołanie.

Jakże się odnieść do takiej wiary
W dzisiejszym świecie bezdusznej miary.
Czy Bóg istnieje ,w jakim umyśle ?
Buddyzm bez Boga ,czy tam jest  -myślę.

środa, 1 lutego 2012

BETONOWE KONIE
13 października 2011

BETONOWE KONIE

Poszły konie po betonie
Dudni kopyt tętent
Ani jednej łzy nie ronię
Udał mi się przekręt

Dech rozpiera moją klatę
Czuję się szczęśliwy
Leszcz wypłacił mi wypłatę
Jest jak koń płochliwy

Poszły konie po betonie
Niema po nich śladu
Leszcz niech w toni wody tonie
Utop ty się dziadu

Nie mam żadnych więc skrupułów
Ani też obiekcji
Skoro w świecie tyle mułów
Niech uczą się lekcji

Poszły konie po betonie
Jadę na nich wierzchem
Znów za świeżym leszczem gonię
Złapałem i pierzchłem

Niosą konie po betonie
Jak na fali żagiel
Nigdy okręt nie zatonie
Burdel tu i magiel

niedziela, 29 stycznia 2012

WĘDKARSKA HISTORIA
Niedziela 29 01 2012

Niesamowita historia

Pewien wędkarz nad jeziorem
Wzmagał z wielkim się potworem.
Szczupak mocno wodą chlapie
Swym ogromnym pyskiem kłapie.

Kłapnął żyłkę, kłapnął wędkę,
Na wędkarza też miał chętkę.
Lecz się wędkarz zreflektował,
Wiosłem biedak się ratował.

Lecz szczupaka tak poniosło,
Migiem pożarł całe wiosło.
Groźnie patrzył na wędkarza,
Co się nigdy tak nie zdarza.

Podczołgał się z miną żwawą
I chce odgryźć nogę prawą.
A nasz wędkarz ,biedaczysko
Podskakuje  mimo wszystko.

Aż się kiwa łódka cała.
Bestia wcale nie przestała
I napiera mocniej jeszcze .
-Na kolacje zjadam leszcze,

-Na śniadanie lubię brzany,
-A na obiad ;-jem barany.
Kłapnął szczupak więc wędkarza
Co nad wodą to się zdarza.

Właśnie taką miał ochotę
I go połknął niczym szprot-ę .
-Opakowania nie znoszę.
Wypluł ciuchy i kalosze.

Poczym wskoczył do jeziora
Już nie widział nikt potwora.
I nie widział nikt wędkarza.
Co nad wodą też się zdarza.

Aż się w głowie to nie mieści
Takie z wody słychać wieści.
Usłyszeli to wędkarze
Nad jeziorem w pewnym barze.

I choć mieli dość ochoty
Tylko zjedli w barze szproty.
Nie chcąc mieć z nim do czynienia
Wyszli mówiąc do widzenia.

Póki pływa ta w nim zmora
Niema wieści z nad jeziora .
Bo też niema tam wędkarzy.
O horrorze ,nikt nie marzy.