- On jest świnia !
- Wstrętna taka !
- Bez problemu zjadł robaka !
- Wsadził w usta karalucha !
- Zaśmiał od ucha do ucha ,
- Po czym połknął go żywego !
Rzekł :
- Wcale nic takiego .
- Gdy zjem żabę,
- To dopiero ,
- Poczujecie niechęć szczerą !
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, przetwarzanie, modyfikowanie i wykorzystywanie w innych publikacjach bez zgody autora surowo zabronione.
- On jest świnia !
- Wstrętna taka !
- Bez problemu zjadł robaka !
- Wsadził w usta karalucha !
- Zaśmiał od ucha do ucha ,
- Po czym połknął go żywego !
Rzekł :
- Wcale nic takiego .
- Gdy zjem żabę,
- To dopiero ,
- Poczujecie niechęć szczerą !
Kwiatki polne ,
Ciągle wolne .
Nikt ich nigdy nie przekona ,
Żeby weszły do flakona .
Rosną sobie pośród trawy ,
Rosną bodaj , nie dla sławy .
Rosną choćby dla przyrody ,
By przyrodzie , dać urody .
Dla pszczół rosną , i motyli ,
Dla ich życia cudnej chwili .
By owady z każdej łąki ,
Cieszyły się jak skowronki .
Taki trzmiel , a również osa ,
Cieszą się gdy pachnie rosa .
Pachnie trawa , pachnie siano,
Żwawiej wstaje im się rano .
I chrabąszcze i też żuki ,
Są znawcami piękna sztuki .
Tutaj żyją pośród kwiecia ,
Są szczęśliwe przez stulecia .
Polne świerszcze i koniki
Uwielbiają ten świat dziki .
Leżą sobie w kwiatów pąkach ,
Jak w pościeli , na tych łąkach .
I jelenie i sarenki ,
Podziwiają kwiatów wdzięki .
A gdy świeci pięknie słońce ,
Ptaszki również ,w każdej łące .
W Czarnej Hańczy , na dzień dobry ,
Bobrowały sobie bobry .
Tuż nad rzeczką , wśród sitowi ,
Hasał skrycie ptaszek słowik .
Gdy zobaczył w rzece bobry ,
Kłania się , mówiąc :
- Dzień dobry .
- Jakże piękny dzisiaj dzionek .
Przyszedł ku nim , ptak skowronek .
W pięć ni w dziewięć , oba ptaki ,
Dają bobrom koncert taki ,
Nikt nie słyszał do tej pory ,
Takie cudne ich utwory .
Cieszą się niezmiernie bobry ,
Dzień dziś mają bardzo dobry .
No więc bobry , w zamian za to ,
Klaszczą w łapy swą zapłatą .
Wirtuozi ślą ukłony .
Każdy z nich zadowolony ,
Że się cieszą z śpiewu bobry .
Też ten dzień , dziś mają dobry !
Ziewło słońce żarnym szronem ,
Rozpłynął się wszech zagonem
Na palecie kolorytu ,
Tym na ziemi dać zachwytu .
Tańczy zorza na niebiosach
W zieleniutkich z tiuli kłosach .
Przeistacza się w fiolety
Jakby nieme grały flety
Gdy , po chwili różowiutka ,
No bo inna słońca nutka .
Nie wiadomo co zanuci ?
Rozweseli , czy zasmuci ,
Czy wytrąbi z saksa basa ?
Na te chwilkę , ta okrasa .
Nad Grenlandią , tuż nad ranem ,
Koncert daje fortepianem .
Niczym dłonie Fryderyka .
Czuć wierzb smutek , cisz muzyka .
Melancholii barwne dźwięki
Z filharmonii snać wybrzęki .
To jak echa faworytów .
Rubinowych jadeitów ,
Co się iskrzą w swej poświacie ,
Rozmydlone , na sabacie .
Introspekcje wnętrza gwiazdy
Wyrzucone na rozjazdy ,
By płynęły hen w bezmiarze .
Czarodziejskie wirtuaże .
Inwalidzi !
Inwalidzi !
Każdy życie ci obrzydzi .
Gdy dostrzeżesz gdzieś kikuta ,
Włącza ci się smutna nuta .
Nie chcesz patrzeć na złamasa ,
Bo od niego , jest zła passa .
Szybko bierzesz nogi w troki
I w pośpiechu robisz skoki .
Chcesz go mieć już za plecami .
Tak zamiatasz cholewami ,
Że aż szurasz po asfalcie
A za tobą ?!
Licho palcie !
Przyiwania , że aż dzwoni .
Choćby sprint , i tak dogoni .
Bez myśl mózgu w tym przypadku ,
I sam jesteś po wypadku .
Dobrze , gdy kikuty całe .
Rany powierzchniowe , małe .
Gdyby tak urwało rękę ,
Lub zmiażdżyło , nie daj , szczękę ?
Do księżyca z bólu wycie ,
I pozamiatane życie .
Troszkę miej empatii w sobie
A nie stanie się tak tobie .