- Nic mnie teraz nie ominie !
- Cała moja Żurawina !
Wziął się za nią , no i ? Wcina !
Uśmiechnęła mu się minka
Nie na długo , ot mu zrzedła
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, przetwarzanie, modyfikowanie i wykorzystywanie w innych publikacjach bez zgody autora surowo zabronione.
Wieki woda w rzece płynie ,
Przędzie przędzę w pajęczynie ,
Nić do nici , sieć do sieci ,
Coś się złapie , coś w nią wleci .
Jad się jątrzy , cieknie ślina ,
Naprężona mocno lina ,
Pajęczyny drgają nici ,
Czyha w środku , pająk tyci .
Zycuś Tłuścioch w pajęczynie
Z nudów huśta się na linie .
Wzrok po ścianach pustych wodzi ,
Wnet biedaczek się zagłodzi.
Trzyma nerwy swe na wodzy .
Ludzie są dla niego srodzy .
Muchozolu aromaty
Śmierć roznoszą jak armaty .
Muszych trupów całe stosy .
Jeżą się pajęcze włosy
Na czuprynie , na odwłoku ,
Żadnego w przyszłość widoku .
Takich czasów nie pamięta .
Spuścił Zycuś swe oczęta
By się wynieść stąd za progi .
Przed nim kawał ciężkiej drogi .
Życie z ludźmi niepodobna ,
Poniewierka mu nadobna .
Więc opuścił straszne dwory
By nie umrzeć , nie być chorym .
A ci ludzie , jak to ludzie ,
Żyją w ciągłej swej obłudzie .
Trują siebie , wszystko w koło
Jak to głupcy . Wciąż wesoło .
Na Syjamie , w wodnym ścieku ,
Żyje sobie tam od wieków
Tyciuteńka , nic nie wiotka ,
Kolorowa rybka słodka .
Gdy wśród ryżu coś migocze ,
To na pewno jej warkocze .
Każdy kolor z nieba tęczy
Jak kwiatuszek w polu wdzięczy .
Sama magia , czyste czary ,
Moc istnienia życia z wiary !
Ma przetrwania taką wolę !?
Udobrucha każde pole .
Gdy brak wody na poletkach
Pośród ryżu , rybce betka !
Pooddycha , tak normalnie ,
Choć ogólnie jest fatalnie .
W swoim ciele ma moc ducha !
Żadna straszna jej przyducha !
O pomoce nie ma prośby !
Stawia czoło na te groźby !
Jakże wielce rodzicielska ,
Jej cierpliwość wręcz anielska .
Nie da dzieci poniewierce .
Z bąbli tuli je w kołderce .
Wciąż poprawia , wciąż napusza ,
Czym tym , twarde serca wzrusza .
Gdy się zbliży do niej rywal ,
Zaraz włącza w głowie ,, przywal " !
I do boju staje twardo .
Jest niezwykle rybką hardą .
Tak zaciekle broni domu ,
Nie opłaci się nikomu .
Jest ,, Bojownik " Z krwi i kości
Nie boi się żadnych złości !
Niczym rycerz , staje w boju ,
By móc potem , żyć w spokoju .
Zwinnie biega mała Zwinka ,
Nic nie widać prócz przecinka .
Dojrzy tylko oko bystre
W liściach cienkie coś faliste .
Jakby w kadrze filmu wstawka ,
Miga migiem się migawka .
Coś się dzieje tutaj chyba ,
Nagle stop , zastygła , dyba .
Albo na nią albo ona
Stoi sztywno nieruchoma .
Nie szeleści , patrzy tylko ,
W mig jej nie ma ! Żegnaj chwilko !
Taka zwinna Zwinka mała
Znikła , albo się schowała
Pod listeczek lub kamyczek .
Bo to taki leśny smyczek .
Pstryk i Smyk znikł .
Klekotanie słychać w dali
Bociek gniazdem się swym chwali .
A klekoce co klekocze ,
Boćków , jakie to urocze .
W jednej chwili chór klekotów
Od Warszawy po Kokotów .
Chcieli by tak warszawiacy !?
Lecz Bociany ! - to cwaniacy .
Wiejskie leżą im klimaty .
Opisując poematy
Boćki swym bocianim śpiewem ,
Ścieląc gniazda , drobnym drzewem .
Przy Krakowie w Kokotowie
Przysłuchać się można mowie
Którą tylko Bociek włada .
Jak już gada , to już gada .
Klekot , a to do Bociana ,
Co on ma na temat zdania
Trzeciego Boćka , sąsiada ,
Czy akurat tak wypada ?
Najważniejszy klekot , kiedy ?
Przylatują żony . Wtedy !
To dopiero klekotanie .
Długo , długo trwa gadanie .
A to tak się żali żona :
Że klucz ciągła tylko ona .
- A to znowu nad Bejrutem ,
- Strzelali do nas śrutem !
- Ledwo uszłym z życiem coś my ,
- Wnet na szlaku nowe groźby .
- Całym szczęściem , w zdrowiu , sile ,
- Chwile niebezpieczne w tyle .
- Skończmy już te klekotanie .
- Już czas jaj wysiadywanie .
Na gnieździe siedzą Bociany
Noc i dzień , na cztery zmiany .
Aż tu nagle , klekot cichy ,
Małe Boćki już chcą michy .
I znów słychać klekotanie .
Przyszedł czas na wychowanie .
Znów klekoty . Pierwsze loty
Pomalutku . Już za płoty !
Przyszła wreszcie Jesień Złota .
Żegna każdego klekota .
Na łąkach Boćków sejmiki ,
Między nimi polemiki .
Klekotanie ! Klekotanie !
Na pożegnanie ? Machanie !