Strony

wtorek, 2 maja 2023

ŻURAWINA

Stoi Żuraw w Żurawinie .
- Nic mnie teraz nie ominie !
- Cała moja Żurawina !
Wziął się za nią , no i ? Wcina !

- Sama słodycz , witaminka !
Uśmiechnęła mu się minka 
Nie na długo , ot mu zrzedła 
Zbledła , a na koniec zwiędła .

Cóż tu nagle ?! Za plecami ,
Potyka się z Żurawiami .
Przyszły takie dwie przybłędy 
A ogromne w nich zapędy !

Rzuciły się w Żurawinę .
Żuraw ma skwaszoną minę .
Wygłodniałe dwa ptaszyska 
W dzioby pchają jak do pyska 

Ze chciwością co popadnie .
- Żreć jak świnie to nie ładnie !
Aż z wrażenia rozwarł dziuba 
Z jego siostrą , jego luba !?

- No , no , drogie panie ,
- Mi się już nic nie ostanie !?
- Tyś nażarty już do syta 
- Spadaj Żuraw od koryta !

Przyszła też tu , do Żurawi ,
Taka moda i się pławi .
Pląta słowa , złość z głupotą 
Dość , że rani , to z ochotą .

Spuścił Żuraw swe powieki 
I odleciał , w Świat daleki .
Żurawice , w Żurawinie ?
Już z pewnością to ominie !

poniedziałek, 1 maja 2023

ZYCUŚ TŁUŚCIOCH

 Wieki woda w rzece płynie ,
Przędzie przędzę w pajęczynie ,
Nić do nici , sieć do sieci ,
Coś się złapie , coś w nią wleci .

Jad się jątrzy , cieknie ślina ,
Naprężona mocno lina ,
Pajęczyny drgają nici ,
Czyha w środku , pająk tyci .

Zycuś Tłuścioch  w pajęczynie 
Z nudów huśta się na linie .
Wzrok po ścianach pustych wodzi ,
Wnet biedaczek się zagłodzi.

Trzyma nerwy swe na wodzy .
Ludzie są dla niego srodzy .
Muchozolu aromaty 
Śmierć roznoszą jak armaty .

Muszych trupów całe stosy .
Jeżą się pajęcze włosy 
Na czuprynie , na odwłoku ,
Żadnego w przyszłość widoku .

Takich czasów nie pamięta .
Spuścił Zycuś swe oczęta 
By się wynieść stąd za progi .
Przed nim kawał ciężkiej drogi .

Życie z ludźmi niepodobna ,
Poniewierka mu nadobna . 
Więc opuścił straszne dwory 
By nie umrzeć , nie być chorym .

A ci ludzie , jak to ludzie ,
Żyją w ciągłej swej obłudzie .
Trują siebie , wszystko w koło 
Jak to głupcy . Wciąż wesoło .




czwartek, 20 kwietnia 2023

BETTA - BOJOWNIK WSPANIAŁY 104

 Na Syjamie , w wodnym ścieku ,
Żyje sobie tam od wieków 
Tyciuteńka , nic nie wiotka ,
Kolorowa rybka słodka .

Gdy wśród ryżu coś migocze ,
To na pewno jej warkocze .
Każdy kolor z nieba tęczy 
Jak kwiatuszek w polu wdzięczy .

Sama magia , czyste czary ,
Moc istnienia życia z wiary !
Ma przetrwania taką wolę !?
Udobrucha każde pole .

Gdy brak wody na poletkach 
Pośród ryżu , rybce betka !
Pooddycha , tak normalnie ,
Choć ogólnie jest fatalnie .

W swoim ciele ma moc ducha !
Żadna straszna jej przyducha !
O pomoce nie ma prośby !
Stawia czoło na te groźby !

Jakże wielce rodzicielska ,
Jej cierpliwość wręcz anielska .
Nie da dzieci poniewierce .
Z bąbli tuli je w kołderce .

Wciąż poprawia , wciąż napusza ,
Czym tym , twarde serca wzrusza .
Gdy się zbliży do niej rywal ,
Zaraz włącza w głowie ,, przywal " !

I do boju staje twardo .
Jest niezwykle rybką hardą .
Tak zaciekle broni domu ,
Nie opłaci się nikomu .

Jest ,, Bojownik " Z krwi i kości 
Nie boi się żadnych złości !
Niczym rycerz , staje w boju ,
By móc potem , żyć w spokoju .

ZWINKA 103

 Zwinnie biega mała Zwinka ,
Nic nie widać prócz przecinka .
Dojrzy tylko oko bystre 
W liściach cienkie coś faliste .

Jakby w kadrze filmu wstawka ,
Miga migiem się migawka .
Coś się dzieje tutaj chyba ,
Nagle stop , zastygła , dyba .

Albo na nią albo ona 
Stoi sztywno nieruchoma .
Nie szeleści , patrzy tylko ,
W mig jej nie ma ! Żegnaj chwilko !

Taka zwinna Zwinka mała 
Znikła , albo się schowała 
Pod listeczek lub kamyczek .
Bo to taki leśny smyczek .

Pstryk i Smyk znikł .


Zaczęły się klekoty 102

 Klekotanie słychać w dali 
Bociek gniazdem się swym chwali .
A klekoce co klekocze ,
Boćków , jakie to urocze .

W jednej chwili chór klekotów 
Od Warszawy po Kokotów .
Chcieli by tak warszawiacy !?
Lecz Bociany ! - to cwaniacy .

Wiejskie leżą im klimaty .
Opisując poematy 
Boćki swym bocianim śpiewem ,
Ścieląc gniazda , drobnym drzewem .

Przy Krakowie w Kokotowie 
Przysłuchać się można mowie 
Którą tylko Bociek włada .
Jak już gada , to już gada .

Klekot , a to do Bociana ,
Co on ma na temat zdania 
Trzeciego Boćka , sąsiada ,
Czy akurat tak wypada ?

Najważniejszy klekot , kiedy ?
Przylatują żony . Wtedy !
To dopiero klekotanie .
Długo , długo trwa gadanie .

A to tak się żali żona :
Że klucz ciągła tylko ona .
- A to znowu nad Bejrutem ,
- Strzelali do nas śrutem !

- Ledwo uszłym z życiem coś my ,
- Wnet na szlaku nowe groźby .
- Całym szczęściem , w zdrowiu , sile ,
- Chwile niebezpieczne w tyle .

- Skończmy już te klekotanie .
- Już czas jaj wysiadywanie .
Na gnieździe siedzą Bociany 
Noc i dzień , na cztery zmiany .

Aż tu nagle , klekot cichy ,
Małe Boćki już chcą michy .
I znów słychać klekotanie .
Przyszedł czas na wychowanie .

Znów klekoty . Pierwsze loty 
Pomalutku . Już za płoty !
Przyszła wreszcie Jesień Złota .
Żegna każdego klekota .

Na łąkach Boćków sejmiki ,
Między nimi polemiki .
Klekotanie ! Klekotanie !
Na pożegnanie ?  Machanie !