Strony

czwartek, 4 kwietnia 2013


Samo -a

4 kwietnia 2013

Zwykła szkoła na Samoa
W szkolnej ławie ma matoła.
Chłopak piękny ,dużej masie
Cóż ? Trzy lata w pierwszej klasie.

Nic .Nic a nic. Nawet huki
Nie zmuszą go do nauki.
Drze się mama ,drze się tata,
Jemu wszystko i tak lata.

Nie naumiał ni literki,
Za to cieszą go bajerki.
Mistrz bajery -jest potęga!
Jak on gwarą ? -Nikt nie gęga!

Na co jemu te literki?
Chce wyłącznie żyć z bajerki.
Tkwi w szczegółach więc tu puenta,
A szczegóły ? Droga kręta.

Powiem szybko ,w wielkim skrócie;
Z szkoły wypadł on na bucie.
Lecz potęga w nim bajery
Uniosła go w szczyt kariery.

Choć plótł śmiesznie, trzy po trzecie,
Nie pracuje w kabarecie,
Ani w żadnym show TV,
W polityce świetnie tkwi.

Wiec nauka ? -To błahostka!
Nie przemówi do wyrostka.
Rodzic nie kłóć się ze smykiem
Kiedy chce być politykiem.

Ich działania ,ich wytyczne,
To są sprawy polityczne!
Puste słowa z pustej głowy,
Nie nawiążesz z nim rozmowy!


ARAB

3 kwietnia 2013

Jedzie Arab na wielbłądzie
Po piaszczystym czarnym lądzie.
Wiatr pustynny smaga lice,
Piasek wdziera się w źrenice.

Zlewa poty zenit słońca,
Droga wlecze się bez końca.
Dla Araba nie pierwszczyzna,
Arab twardy jest mężczyzna.

Wielbłąd ,bardziej twarde zwierze.
Trudy drogi śmiechem bierze.
Choć racice grzęzną w piasku,
Nikt nie myśli tu o fiasku.

Jedzie Arab na wielbłądzie
Nie wiadomo kiedy zsiądzie. 
Jak przygoda ,to przygoda.
Między nimi pełna zgoda.

Wciąż daleko do oazy.
Wielbłąd zbiera tęgie razy.
Arab chcąc nadgonić drogę
Wdzięczną daje zapomogę.

Trud pustynny nie przedszkole,
Każdy zna tu swoją role.
Kierownicze stanowisko
Ma tu Arab ,on panisko!

Wozi się na cudzym grzbiecie,
Sprawiedliwość jest na świecie!
Przecież wielbłąd jest garbaty,
Za to mu los, płaci baty!

Jedzie Arab na wielbłądzie
Kiedy zechce ,wtedy zsiądzie,
Arab wpadł na taki sposób.
Ponoć wielbłąd niema głosu. 


piątek, 22 marca 2013


CZAR MOTYLA

21 Marca 2013

Jakiż pyszny wśród motyli!?

Nie zapomni nikt tej chwili
Kolorowej ,tak bajecznie,
Obraz cudny pomni wiecznie,
Zieleń łąki ,pąki kwiecia.

Śliczny motyl wolno wzleciał
Zasłuchany w czaru flecie,
Niczym tancerz w swym balecie.

Jakby nutki wypłynęły
Z wnętrz radości i stanęły
W śród cokołów firmamentu.
Niesłyszalny głos lamentu
Co przyciąga uniesienia,
Upraszając łask spełnienia.


Ach ! Jak pląsa z macierzanką,
Krąg zatoczył ,jak z kochanką
Się rozstaje ,skrzydłem muska
Jakby całus  kwiatu łuska,
Delikatny powab czaru.

Feromony wciąż  nektaru
Jak hipnoza ,w uniesieniu
Symfonicznych szeptów drżeniu
Opętania ,afonicznej
Chwili zostać ,chce magicznej.

Nie odlatuj mój kochanku ,
Zostań zemną ,przy poranku
Świeżej rosy ,w brzasku słońca,
Zostań zemną , wciąż , bez końca.

Uwiedziony kwiat muśnięciem
Jakby ronił łzy za księciem.

Lecz Don Juan chce udręki.
Iskrę zasiał wiecznej męki.

Pomnij pąku ty motyla,
Jakaż słodsza jest idylla
Od mojego pocałunku?
Gdym kosztował się w twym trunku.

poniedziałek, 18 marca 2013


ŻMIJA

24 listopada 2010

Wyciągnięty ogon długi,
A na grzbiecie zygzak w smugi.
Cwana żmija ,co się zwija,
Udawała w lesie kija.

Idzie misio i kuśtyka,
Wypatruje miś patyka,
Potrzebuje na podpórkę,
Ciężko mu jest iść pod górkę.

Żmiję  ,już ją prawie mija,
Lecz w niej dojrzał kawał kija.
Leżał sobie tuż przy szlaku.
[Masz ty szczęście nieboraku]

Ucieszył się misio z faktu.
Lecz ta żmija nie ma taktu.
Miś się schyla po patyka,
A ten patyk groźnie syka.

Ugryzł misia w drugą łapę,
Miś totalną ma już klapę.
Bolą misia łapy obie.
A ta żmija ? -Poszła sobie!

Każda żmija tak się zwija,
I zasady wszelkie mija,
Aby tylko dopaść cele.
Takich żmij na Świecie wiele!

Żmija zawsze jest zdradziecka
Wie to każdy z nas  od dziecka.
Cóż spodziewać się od gada?
Nawet w rymie -wyjdzie zdrada!

niedziela, 17 marca 2013



HARNAŚ MATEUSZ -GÓRALSKIE BAJANIE

9 września 2010

W Zakopanem ,pod Giewontem,
Mieszka sobie Świstak kątem.
Ma ciupagę i kapelusz,
Jest zbójnikiem nasz Mateusz.

Dwa pistole ma za pasem
Jak się wnerwi ,strzela czasem.
Sławny harnaś nad harnasie
Tu na Turni nom się pasie.

Ze zbójecką swoją bandą
Każdy dzionek kończy grandą.
Gdy harcuje na polanie
Boją się go wszystkie dranie.

Ma na pieńku u niedźwiedzia.
Potraktował go jak śledzia.
Miś dobierał się do barci.
Solą drania ostro skarcił.

Dostał misio prosto w zadek
Zaraz z drzewa miał upadek.
Pogruchotał wszystkie kości,
Więcej już nie przyszedł w gości .

Rudy lis, nie czuł pokory
I zaglądnął im do nory.
Tak zdrzazniły się Świstaki-
Jeden świst był i kopniaki.

Zapłakane obie gały,
Chodzi lisek obolały,
Gdy usłyszy świst Świstaka
Szybko daje lis drapaka.

Orzeł kiedyś chciał go dorwać,
Plan obmyślił jak go porwać.
Zamiast piórek został bieżnik.
Sam w zasadzkę wpadł drapieżnik.

Z orla  -kurczak na golasa,
Chowa się ze wstydu w lasach.
A ferajna z animuszem
Zdobi w piórka kapelusze.

Na pamiątkę tej historii
Każdy góral chodzi w glorii,
Ma wetknięte w swój kapelusz
Orla pióro jak Mateusz.

Przy pomyślnych halnych wiatrach,
Rządzi zbójnik w naszych Tatrach.
Na Podhalu ,Bukowinie
Mit ten o nim nie zaginie.

Zakopiańskie jest bajanie.
Kończy baca swe podanie.
Grają skrzypki ,buczą basy,
W Tatrach zawse pikne casy!