Strony

czwartek, 9 lutego 2012

SUSŁY
16 sierpnia 2011

SUSŁY

Nic nie puszczał pary z gęby
Pewien suseł ,suszył zęby ,
Obok szwagier ,również teść,
Szybko poszła o tym wieść.

Podchwyciła jego żona
Zęby suszy jak szalona
I teściowa  ,jakże ,też
Rozłożyła zęby w szerz.

Oczywiście też szwagierka,
Jej proteza także wielka,
Suszy zęby swe do słońca
Tak codziennie ,tak bez końca.

Wyszedł z nory mały brzdąc ,
Coś od mamy jakby chcąc,
Już miał mówić ,lecz te zęby
Wyskoczyły same z gęby,

Nic nie mówi ,głupia mina,
Przecież zębów jest to wina,
Usiadł blisko swojej mamy
Suszy zęby -duet zgrany.

Zanim wyszedł młodszy brat,
Zęby wielkie ma jak świat!
Jakże chętnie w słońcu suszy,
Nawet halny go nie wzruszy.

Potem wyszły siostry dwie
Suszą zęby jak we śnie,
Przecież obie są panienki,
Pokazują swoje wdzięki.

Nie minęło dwa tygodnie,
Wszystkie susły suszą zgodnie.
Na polanie w blasku biel,
Susły mają słuszny cel.

Kto o zęby swoje dba
Zdrowe zęby zawsze ma.
Każdy suseł o tym wie
Tak pochwalić nam się chce.

Lecz to susły a nie dzieci,
U nich zatem to obleci.
Suszyć zębów nie wypada
Drogie dzieci ,taka rada.

wtorek, 7 lutego 2012

KARPIK
29 listopada 2011

KARPIK

Mały karpik rybka wodna
W stawie czuje się swobodna
Pływa sobie w głębiach toni
Jest szczęśliwa łez nie roni

Przyszedł wędkarz na łowisko
Usiadł wody bardzo blisko
I zarzucił wędkę w toni
Może jakiś karpik goni

Obserwuje spławik bacznie
A nuż branie wnet się zacznie
Marzy chłop o wielkiej rybie
Przecież na nią tutaj dybie

Mały karpik rybka wodna
Akuratnie była głodna
Podpłynęła pod przynętę
Cmokła haczyk na zachętę

Złapał wędkarz szybko kija
Szybko żyłkę na nim zwija
Ściągnął zestaw w szybkim w biegu
Mały karpik jest na brzegu

Mała rybka cała w szoku
Milowego światów skoku
Dokonała w młodym wieku
Tyci karpik -ty człowieku!

poniedziałek, 6 lutego 2012

RZEKOTKA
7 września 2011

RZEKOTKA

Nie do wiary ,nie do wiary,
Wśród konarów głośne swary.
Może to są jakieś plotki?
Nie ! -Tak się drą Rzekotki.

Pokłóciły się dwie panny
Która z nich ma wejść do wanny.
Wanna jedna ,mało wody,
Obie chciały iść na lody.

Przecież takie koleżanki,
Razem wiły wcześniej wianki,
I w bajorku się chlapały,
Ile uciech razem miały .

Wreszcie przyszła im ochota
Żeby wyleźć z tego błota.
Obie czarne ,w błocie całe,
Takie z ziemi bryłki małe.

Iść na lody nie wypada,
Między nimi taka zwada.
Mała wanna z liścia babki
Nie pomieszczą się dwie żabki.

Każda pierwsza chce być w wodzie,
Druga zostać ma na lodzie?
Tak się kłócą ,tak rzegocą,
Z taką siłą ,z taką mocą.

Szumią drzewa ,echo niesie,
Rozeszło się wnet po lesie.
I na niebie słychać było,
Aż się Słońce obruszyło.

Te Rzekotki to są gbury.
Schowało się za dwie chmury.
Chmury długo nie czekały
Strugą deszczu je polały.

Obie żabki teraz w ciapki,
Nawet w ciapki mają łapki.
Jak przez sito deszcz przez liście
Nie umył je oczywiście.

Te okropne krople wody,
Brr .Zimne jak z lodówki lody.
Ratuj się kto może !Rety!
Trzęsą się dwie galarety

Jazgot ucichł w lesie biało,
Gdzie Rzekotki ,co się stało?
Zaginęły o nich słuchy.
Miast na lody ,do poduchy!

czwartek, 2 lutego 2012

URWISY I KONIEC ROKU SZKOLNEGO
17 sierpnia 2010

URWISY I KONIEC ROKU SZKOLNEGO

Koniec roku już wakacje,
Na stojąco są owacje,
Wszyscy klaszczą ,biją brawo,
Toteż w szkole wreszcie klawo.

Blisko Marka Jaś i Stachu,
Rozmawiają dziś bez strachu.
Nikt nie zwróci im uwagi,
Koniec stresów i powagi.

Znowu wolność i swawola,
Można w okno strzelić gola.
Już na plecach mają ciarki.
Może figiel z  małej miarki?

Coś na biegu zrobić muszą,
Nie inaczej ,się uduszą
Dech zapiera ,krew się burzy,
Taki spokój im nie służy.

Jaś w kieszeni ma rureczkę
Ją użyje za chwileczkę.
Wybrać tylko mu ofiarę,
Jakąś beksę lub niezdarę.

Pyta więc się cicho Marka,
Lepsza Zosia ?Czy ta starka?
Co w gimnazjum tak dryluje,
Niech ta zołza raz poczuje!

Marek na to odpowiada.
E ,dziewczyny ,nie wypada.
Jak cię korci tak na amen,
Zrób potężny tutaj zamęt.

Coś wymyślił , ?Gadaj szczerze !
Tak nie zrobisz ,nie uwierzę.
Tu wypuszcza Marek Jaśka,
Trąca lekko ręką Staśka,

Zaraz Stach mu w tym pomoże,
Jaś zaręczy na honorze,
Obaj o tym tylko marzą,
Zrobi wszystko co mu karzą.

Jakżeś Jasiek taki cwany
By twój figiel był udany,
Dyrektora ustrzel w czoło,
Wtedy będzie nam wesoło.

Tak jest Stachu ?, Dobra rada ?
Mi pasuje ta parada,
Stach mu odparł z poważaniem,
Spotkasz z wielkim się uznaniem,

W pogotowiu mamy nogi
Jaśku ,przyjacielu ty nasz drogi.
By zamiaru nie odkładał
Też mu Stachu tak przygadał.

Macie wąty ? Jest powaga
Nie wątpimy ,twa odwaga
Masz ją Jasiu !Co tu gadać ,
Na kolanach nam trza padać

To jak ?Walisz w dyrektora ?
Pewnie .Jest najwyższa pora!
Zrobił donos mojej mamie!
Ja mu za to zrobię znamię!

Wziął do buzi pięć kąkoli
Jak nie dmuchnie i wyzwoli!
Prosto w oko ,z rurki z śliną
I dyrektor z głupią miną

W jęku łapie się za oko.
Dostał w czoło ? Dostał !Spoko .
Poruszenie ,głowy w koło,
Nagle chłopcom nie wesoło.

Zośka pokazuje palcem,
Chociaż stała przed tym malcem,
Mała -wielka wiercipięta,
A na Jaśka jest zawzięta,

Ma ku temu swe powody,
Jaś wywalił na nią lody.
I ze śmiechu strzeżył zęby,
Teraz włosy ma jak dęby .

Patrzą wszystkie na nich oczy
Ale Jasiu się nie boczy,
Wręcz przeciwnie ,pewna mina,
Gdzież by była jego wina.

On najmniejszy z całej trójki,
Taki grzeczny ,żadnej bójki
Nie jest z niego nawet wandal,
A dopiero taki skandal!?

I przytomność ma umysłu ,
Skrycie rurkę bez namysłu
W kieszeń spodni Marka chowa,
Niech poleci jego głowa!

Nieświadomy Marek sprawy
Uśmiechnięty ,bez obawy,
Nagle ! poczuł coś w kieszeni,
Szybko mocno się rumieni.

Wrosły w parkiet nogi obie,
Nie poradzi Marek sobie,
Cały drętwy ,mokre ręce,
Taki prezent ma w podzięce!

Co ty Jasiek !Takaż świnia !
Nikt cię jeszcze nie obwinia,
Trzymaj fason ,nie bój żaby,
Mocne nerwy mają draby!

Jasiek szepcze mu pod nosem
Ze zjeżonym mocno włosem.
Cóżeś myślał  ? Sam dostane ?
Razem piwo mamy lane !

Weź te rurkę włóż Stachowi,
Niech się Stachu teraz głowi !
A najlepiej ,to włóż Zosi.
Ona wszystko dobrze znosi.

Zresztą widać jaka jędza,
Na nią spadnie cała nędza.
Do nas nikt się nie przyczepi.
Taka myśl ,od razu krzepi.

Szarpie Marek Stacha spodnie,
Jemu rurkę niewygodnie
Włożyć Zośce do kieszeni,
Tylko Stachu los ich zmieni.

Choć ma w rękach duże drżenie
Wykonuje polecenie.
Suche macie jeszcze gacie ?
Jest w kieszeni ,w jej chałacie

Tu z ironią ,też ze śmiechem,
Również z ulgą-koniec z pechem.
Sklecił Stachu te wyrazy
Razem sztama ,bez obrazy ?

Razem Stachu ,razem wszędzie,
Tylko razem nic nie będzie,
Dobry pomysł jest szalony,
Marek odparł ucieszony.

Całkiem by się im upiekło
Lecz niestety im się bekło
Za plecami pani stała
I zdarzenie to widziała

Wywołała ich z szeregu
Tak znienacka szybko w biegu
Winowajcy są to właśnie!
Strach w ich oczach , blask w nich gaśnie

Wszystkie na nich patrzą panie
Teraz w domu będzie lanie
Gorzko westchnął jeden malec
Widząc srogi ojca palec

Cóż wam chłopcy tak odbiło?
Do wakacji wam się ckniło?
Sam dyrektor groźnie pyta,
Wam potrzebna jest wizyta,

I to szybko ,u lekarza,
To tak samo się nie zdarza!
Macie chłopcy A De Ha De!
To naprawdę bardzo złe!

Opuszczona każda głowa,
Nie rozumią ani słowa.
Co takiego jest to De ?
Co dyrektor od nich chce ?

Nie wystarczy w domu lanie ?
Na co lekarz ? I spotkanie ?
Zastrzyk w tyłek jest musowo,
Będzie bolec ,i to zdrowo!

Widzisz Jasiek ,twe pomysły!
Twoje Marek !I łzy trysły.
Trójka rześko beczy cała
Sroga kara ich dorwała.

Lecz ta dzisiaj ich porażka,
To epizod ,mała fraszka.
Jest początek dziś wakacji
I nie koniec smyków akcji.

Zgrani są to przyjaciele,
A pomysłów ,mają wiele.
Cóż ?Że spotka czasem kara,
Prawda taka ,jak świat stara,

Lubią figle chłopcy mali
I nie myślcie ,by przestali.
Trzeba mieć ich na uwadze,
Tu rodzicom wszystkim radzę.

TALENTY
23 listopada 2010

TALENTY

Kiedyś Pan Bóg dał talenty,
Cóż ,nie każdy rozgarnięty.
Wszyscy jednak je dostali.
Starzy ,młodzi ,duzi ,mali.

Pierwszy drętwy ,nie kumaty,
Do kieszeni schował w szmaty.
Szczęście samo mnie dopadnie -
Tak wymyślił sobie ładnie.

O tym, nie wspomniał nikomu
Całe życie spędził w domu.
Szmaty, mocno zgryzły myszy
On staruszek ,już nie słyszy.

Drugi trochę miarkowany
Był kontent ,uradowany,
I nie schował do kieszeni,
A na złoto je zamienił.

Dość wygodnie mu się żyło,
Póki złota trochę było.
Kończy kiedyś się to wszystko,
Obudził się biedaczysko.

Trzeci ,bardziej rozgarnięty,
Aż pomyślał że jest święty.
Przegrał w karty te talenty.
Poczym poczuł się przeklęty.

Czwarty zaś ,nad wyraz grzeczny,
Nader skromny i waleczny,
Wziął talenty wsadził w głowę,
Teraz piszę ,ot -tą mowę;

Talent w życiu to przygoda,
Więc zmarnować jest go szkoda,
Tajemnicą jest owiany,
Nic za darmo ,Pan Bóg cwany.

By talenty nam błyszczały
I przyniosły dużo chwały,
Trza je objąć wielką troską,
Są nagrodą dla nas Boską.

Nigdy nie wie ,kto ,i kiedy?
Odkryć talent mogą zgredy.
Jeśli Pana taka wola ,
Objawi się u potwora.

Mocna wiara w swym umyśle,
Pan na pewno nam je wyśle.
Różna droga do spełnienia,
Walczyć trzeba o marzenia.