Strony

sobota, 10 grudnia 2011

MODA NA KOGUTA

14 maja 2010

MODA NA KOGUTA

W pewnym kurniku na zagrodzie
Kury uległy nagłej modzie
Jeśli indyki noszą korale
Kury wyglądać też chcą wspaniale

Wszystkie w kurniku co do joty
Ubrały sobie papiloty
W kurniku jak to kury na grzędzie
Wzniośle gdakały ;Ach co to będzie

Dotąd byłyśmy kury domowe
Księżniczki teraz ,nawet królowe
Nasza uroda przyćmi blask Słońca
I poprawiały pióra bez końca

Będą  piękniejsze , i kolorowe
Zachwycą wreszcie kogucią głowę
Jeszcze kreseczka pod oczami
Kogut na zawsze będzie z nami

To nie do wiary to nie do wiary
Zdziwił się kogut a był on stary
Dziobem potrząsnął pogrzebał w Ziemi
Moje kochane nic to nie zmieni

BALKON

14 maja 2010

Balkon

Stoję sobie na balkonie
I podlewam pelargonie

A tu nagle na chodniku
Młodych dziewczyn jest bez liku

Każda rzuca mi spojrzenie
Ależ fajne jest wrażenie

Gdyby człowiek był bez żony
Wziął by taką na pagony

Krew zaczęła krążyć żwawo
Młody chłopiec jestem  -brawo !

Myślę dobrać się do miodu
Wnet na plecach powiew chłodu

To się zbliża ma żoneczka
Cóż , opadła mi pałeczka
BABSKI AMOK

24 listopada 2010

BABSKI AMOK

Leci ,pędzi jak struś w prerii!
Przecież biegnie do galerii!
O tej porze ,raz do roku,
Wszystkie baby są w amoku!

Dziś w markecie są rabaty,
Tańsze będą wszystkie szmaty,
Taka akcja sezonowa,
Każda baba jest gotowa!

Wyczekują jak na starcie
Kiedy będzie to otwarcie.
Już się zbliża ta godzina
Przy drzwiach każda tam się wcina,

Jak na meczu przepychanka,
Od wczesnego już poranka.
Lecz gdy prosisz o śniadanie,
Która wcześniej rano wstanie?

To zjawisko niepojęte,
Wstają rano jak zaklęte.
Żadna wtedy nie ma czasu,
Chcesz coś -ile jest hałasu!

Któż zrozumie to stworzenie?
Cóż za wielkie wydarzenie
Może zmienić to zjawisko?
Tylko drugi market blisko!
GRÓD KRAKA

29 października 2011

O GRODZIE KRAKA CO BYŁA W NIM DRAKA

Dawno temu do wrót Kraka,
Przybył straszny Zabijaka.
Rycerz groźny i ponury
Wielki jak dąb lub pół góry.

Zarośnięty łeb w pokrzywy,
Groźny zez i nochal krzywy.
U podbródka capia broda
Cuchnął ,jak z rynsztoka woda.

Z nikim się nie patyczkował,
Palił grabił i szlachtował.
Gród w nieszczęściu ,wielka trwoga,
Nastał chaos i pożoga .

Wejść mu w drogę ,była zbrodnia.
Unikali go jak ognia.
Z resztą nikt mu nie dał rady.
Jednym słowem strach padł blady.

Rajcy i wszyscy mieszczanie
Lordowie i dworskie panie
I w sukiennicach przekupki,
Chowali przed nim głów czubki .

Krak z tytułem księcia grodu
Zapadł się w obłokach smrodu.
Wziął ze sobą swą drużynę,
Wskoczył z nimi pod pierzynę.

-Tu wam lepiej być druhowie
-Niż uciekać po Krakowie,
Tak rzekł ,tuląc się w ich środku,
Księgi milczą o tym przodku.

Nie wspomnieli kronikarze,
W ustach woda ,zwyczaj każe.
Wstydzili się pośmiewiska
Znana słabość wszystkim bliska.

Gród tak sławny w świecie całym
Tchórze sami ,z duchem małym.
Odważnego w żadnym domu.
A honoru bronić komu?
--------------------------------
Książę przy mnie nazbyt mały,
Nastał dzisiaj dzień mej chwały.
Zliczę szybko wszystkim kości.
Sam zabiorę całe włości.

I gród wezmę w posiadanie
Któż ma śmiałość ,któż mi stanie
Na mej drodze i powstrzyma?
Groźnie zezował oczyma

Nie któż inny ,Zabijaka.
Jak tą mysz przegonię Kraka
Będę księciem ,władcą grodu
Prędzej niż słońca zachodu!
----------------------------
-Pewnie już masz  odleżyny?
-Wyłaź Kraku z pod pierzyny!
-Zdejmuj z głowy tą koronę!
-Córkę oddaj mi za żonę!

-Jeśli nie nosisz spódnicy
-W podniesionej stań przyłbicy!
-Na grunt wyzywam ubity
-Cię i druhów twojej świty!

U wrót bramy stał już zamku
W chwale wrzeszczał o poranku.
Przeraźliwym groźnym rykiem
Jakim on to wojownikiem,

Lub najdzikszym z dzikich zwierzę.
Mury zatrzęsły się  ,wieże.
Rozpierzchli się w mig dworzanie.
Co się stanie to się stanie.

Biada biada  ,straszna biada
Zabijaka gród napada.
My nieszczęśni ,nasze losy!
W zawodzeniu słychać głosy.
---------------------------------
Trzęsie się trzęsie pierzyna,
Trzęsie się trzęsie drużyna ,
Boją się lochów ,ciemnicy.
-O wy trutnie , nikczemnicy!

Rozzłościła się księżniczka
Tak doniośle  jak perliczka.
(Jest perliczka taka kura
Gdy już wrzaśnie lecą pióra)

-Gdzie lwia męskość i odwaga?
-Gdzie majestat i powaga?
-Gdzie jest służka choćby jedna?
-Zostałam tu sama biedna .

A na imię miała Wanda.
-To jest przecież wielki skandal !
-Zostawić tak białogłowę!
-Z takim zbirem na rozmowę?

-Jestem młoda ,mam obawy
-Brać w swe ręce musze sprawy?
Wzywa wszystkich w majestacie!
Lecz ze strachu trzęśli gacie.

Nikt nie wyszedł bronić zamku
I księżniczki i jej wianku.
Kto obroni grodu mury?
Żaden -wokół same szczury.
---------------------------------
Wzięła oddech dość głęboki
Z wielką werwą ,szybsze kroki.
Była przecież energiczna,
A poza tym ,bardzo śliczna.

Otworzyła zamku wrota.
-Nie pogonił ci nikt kota!
Tak wrzasnęła z wielkim hukiem.
Zabijaka nie był mrukiem

Lecz go ścięło aż zatkało,
-Co ! -Zatkało cię kakao!
Dalej wrzeszczy ile siły,
-Jeśli chcesz mnie , masz być miły,

-Masz natychmiast zgolić brodę
-I namydlić mocno wodę,
-Żeby piana w niej aż stała,
-Będę zaraz ciebie prała!

-Jak już będziesz wreszcie czysty
-Pójdziesz sam do okulisty,
-To następna moja teza,
-Niech ci skoryguje zeza.

-Potem masz iść do fryzjera
-On ci z głowy powydziera
-Wszystkie chwasty i porosty,
-Podasz rękę ? Układ prosty!

Groźny rycerz -Zabijaka
Znieruchomiał jak pokraka,
Szczenę skrzywił ze zdziwienia,
Rękę cofnął od niechcenia.

Z krzywej gęby -na pół słówka,
Zaczął bełkot ,ot -wymówka.
Chciał powiedzieć drżącym głosem
Że nie zgadza się z tym losem.

Lecz mu Wanda weszła w słowa.
Mądra była białogłowa.
Widząc myśli swą przewagę
Rzekła -skup pan swą uwagę.

-Czy rozumiesz waszmość słowa?
-Musi w tobie być odnowa
-I nastąpić szczera skrucha,
-Czy mnie waszmość dobrze słucha?

-Masz być elegancki ,schludny!
-A na razie jesteś brudny.
-I ten nos mi nie pasuje
-Elegancję przecież psuje.

-Z nosem pójdziesz do medyka
-Niech ci dziurki poprzetyka
-A jak trzeba naprostuje,
-Krzywe nosy mają zbóje!

-Taki wygląd nie uchodzi
-Wręcz przeciwnie ,tylko szkodzi!
-Ma być ładny zawsze Książe
-No  ,niech waszmość się wywiąże!
=========================
Taka młoda ,taka ładna,
Taka zgrabna i powabna.
Ale baba ta jest hersztem.
To się skończy mym aresztem.

Czyż bym ja się znów dziś uchlał?
Tak pomyślał i aż struchlał.
Nie -to niemożliwe -Drogi-
- Boże - jak stał szybko w nogi.

Ledwo trzymał w dłoni wodze
Został po nim kurz na drodze.
Nawet koń co wierzchem nosił
-Prędzej wiejmy szybciej -prosił.
--------------------------------
Bez zbytniego czoła potu
Tak pozbyłam się kłopotu,
Mam nadzieję że nie wróci,
Tylko ojciec mnie mój smuci.

Pomyślała sobie Wanda.
Tu na zamku też jest banda,
Same zera same tchórze
Nic dobrego im nie wróżę.

Zawołała księcia Kraka.
-Słuchaj ojcze ,rzecz jest taka.
-W tym obliczu mej zagłady
-Nikt nie pomógł ,żadnej rady.

-A nie wspomnę ojca roli.
-Który ojciec tak pozwoli
-Córkę zbyć na pastwę losu,
-Brak mi nerwów ,brak mi głosu.

-I dlatego ja w nagrodę
-Chcę panować nad tym grodem.
Krak koronę ściągnął z głowy
Oddał w ręce białogłowy.

Na pamiątkę tej wiktorii
Przeszła Wanda do historii.
Każda panna wianki robi
Urodziny Wandy zdobi.

Kto zachłanny -nie jest szczodry!
Tacy ponoć są z za Odry!
Zaś z nad Wisły są uparci,
Przyjacielscy i otwarci!

Wanda co Niemca nie chciała
Długo ponoć panowała.
W nurtach wiślanych pływała
Latem ,gdy się w nich kąpała .

Duch jej krąży po Wawelu,
Widziało ją bardzo wielu.
Zamku wciąż stróżuje Wanda.
Co sto lat jest z Niemiec banda!

czwartek, 8 grudnia 2011


UKRAINA
Moja babcia mi wspomina,
Moja ziemia Ukraina,
Żebyś wiedział dziecko moje
Są korzenie  stamtąd twoje.

Tam mój dziadek pieścił rolę
Po nim ojciec ,ja pachole
Gdy świtało słońce rano
Szliśmy z mamą suszyć siano.

Albo żniwa ,złote kłosy
Układały się od kosy.
Tata ścierał poty z czoła
Mama żebrać ledwo zdoła

Ja pomagam im ambitnie,
Powrósełka wiąże sprytnie.
Wreszcie południe ,przerwa w znoju
My na snopach jak w pokoju,

Stół wystawny ,jakby święta
Uroczystość ,mama tchnięta
Odpoczynkiem daje jadło,
Pajdę chleba ,wieprza sadło.

Smakowało mi jak nigdy
Nie zapomnę ,nie ,przenigdy.
 Patrzał na nas sąsiad krzywo
Z serca zazdrościł nam żniwo.

Tata mówi ,weź sąsiedzie
Jeśli wam się tak nie wiedzie.
E ,tam ,nie chce ja cudzego,
Ale zawiść bije z niego.

kiedyś mili ,tacy fajni,
Zaciukali tatę w stajni.
Płoną wioski i kościoły.
Już nie poszłam do mej szkoły.

Przez te pola z mamą w nocy
Uciekamy od złych mocy.
Płyną strużki ,oczy mdlące,
Zachodzi kresowe słońce.