Jakże wielce jest markotny
Biedny , mały , Żółwik Błotny .
Sam się został w leśnym stawie ,
Który wysechł , cały prawie .
Co tu począć w takiej suszy ,
Co tu począć w takiej głuszy ,
Gdy żywego nie ma ducha .
Nawołuje .
Nikt nie słucha .
Susza lasu jego pięta .
Wyniosły się stąd zwierzęta
Hen daleko na moczary ,
Gdzie w zieleni są konary .
Zostawiły go samego .
To nie wróży nic dobrego .
Siedzi biedny sam w tym stawie .
Przyfrunęły dwa Żurawie .
Skoro nie ma wody w stawie ,
To szukają ziaren w trawie .
Chodzą , patrzą :
- Żółwik mały !
- Całe szczęście , zdrów i cały !
Rzekł tak Żuraw do Żurawia :
- Nikogo się nie zostawia !
- Żółwie jeszcze nie latały ?
- Na barana ?
- No co ?
- Mały ?1
Jak przystało na Żurawia ,
Wsadził Żółwia na Żurawia .
Żółw na grzbiecie w miękkich piórach
Nim się spostrzegł , był już w chmurach .
Pofrunęli na moczary .
- No to złaź już z grzbietu stary .
Zsunął Żółwik się na ziemię ,
Na moczarach , jest jak w niebie .
Ukłonił się ptakom grzecznie ,
Podziękował im serdecznie .
Nabrał nowej w siebie wiary ,
Wgramolił się pod szuwary .
Żurawie , jak to Żurawie ,
Spacerują sobie w trawie
Jakby nigdy nic nie było ,
Tak po prostu , się zdarzyło .