Strony

piątek, 22 marca 2013


CZAR MOTYLA

21 Marca 2013

Jakiż pyszny wśród motyli!?

Nie zapomni nikt tej chwili
Kolorowej ,tak bajecznie,
Obraz cudny pomni wiecznie,
Zieleń łąki ,pąki kwiecia.

Śliczny motyl wolno wzleciał
Zasłuchany w czaru flecie,
Niczym tancerz w swym balecie.

Jakby nutki wypłynęły
Z wnętrz radości i stanęły
W śród cokołów firmamentu.
Niesłyszalny głos lamentu
Co przyciąga uniesienia,
Upraszając łask spełnienia.


Ach ! Jak pląsa z macierzanką,
Krąg zatoczył ,jak z kochanką
Się rozstaje ,skrzydłem muska
Jakby całus  kwiatu łuska,
Delikatny powab czaru.

Feromony wciąż  nektaru
Jak hipnoza ,w uniesieniu
Symfonicznych szeptów drżeniu
Opętania ,afonicznej
Chwili zostać ,chce magicznej.

Nie odlatuj mój kochanku ,
Zostań zemną ,przy poranku
Świeżej rosy ,w brzasku słońca,
Zostań zemną , wciąż , bez końca.

Uwiedziony kwiat muśnięciem
Jakby ronił łzy za księciem.

Lecz Don Juan chce udręki.
Iskrę zasiał wiecznej męki.

Pomnij pąku ty motyla,
Jakaż słodsza jest idylla
Od mojego pocałunku?
Gdym kosztował się w twym trunku.

poniedziałek, 18 marca 2013


ŻMIJA

24 listopada 2010

Wyciągnięty ogon długi,
A na grzbiecie zygzak w smugi.
Cwana żmija ,co się zwija,
Udawała w lesie kija.

Idzie misio i kuśtyka,
Wypatruje miś patyka,
Potrzebuje na podpórkę,
Ciężko mu jest iść pod górkę.

Żmiję  ,już ją prawie mija,
Lecz w niej dojrzał kawał kija.
Leżał sobie tuż przy szlaku.
[Masz ty szczęście nieboraku]

Ucieszył się misio z faktu.
Lecz ta żmija nie ma taktu.
Miś się schyla po patyka,
A ten patyk groźnie syka.

Ugryzł misia w drugą łapę,
Miś totalną ma już klapę.
Bolą misia łapy obie.
A ta żmija ? -Poszła sobie!

Każda żmija tak się zwija,
I zasady wszelkie mija,
Aby tylko dopaść cele.
Takich żmij na Świecie wiele!

Żmija zawsze jest zdradziecka
Wie to każdy z nas  od dziecka.
Cóż spodziewać się od gada?
Nawet w rymie -wyjdzie zdrada!

niedziela, 17 marca 2013



HARNAŚ MATEUSZ -GÓRALSKIE BAJANIE

9 września 2010

W Zakopanem ,pod Giewontem,
Mieszka sobie Świstak kątem.
Ma ciupagę i kapelusz,
Jest zbójnikiem nasz Mateusz.

Dwa pistole ma za pasem
Jak się wnerwi ,strzela czasem.
Sławny harnaś nad harnasie
Tu na Turni nom się pasie.

Ze zbójecką swoją bandą
Każdy dzionek kończy grandą.
Gdy harcuje na polanie
Boją się go wszystkie dranie.

Ma na pieńku u niedźwiedzia.
Potraktował go jak śledzia.
Miś dobierał się do barci.
Solą drania ostro skarcił.

Dostał misio prosto w zadek
Zaraz z drzewa miał upadek.
Pogruchotał wszystkie kości,
Więcej już nie przyszedł w gości .

Rudy lis, nie czuł pokory
I zaglądnął im do nory.
Tak zdrzazniły się Świstaki-
Jeden świst był i kopniaki.

Zapłakane obie gały,
Chodzi lisek obolały,
Gdy usłyszy świst Świstaka
Szybko daje lis drapaka.

Orzeł kiedyś chciał go dorwać,
Plan obmyślił jak go porwać.
Zamiast piórek został bieżnik.
Sam w zasadzkę wpadł drapieżnik.

Z orla  -kurczak na golasa,
Chowa się ze wstydu w lasach.
A ferajna z animuszem
Zdobi w piórka kapelusze.

Na pamiątkę tej historii
Każdy góral chodzi w glorii,
Ma wetknięte w swój kapelusz
Orla pióro jak Mateusz.

Przy pomyślnych halnych wiatrach,
Rządzi zbójnik w naszych Tatrach.
Na Podhalu ,Bukowinie
Mit ten o nim nie zaginie.

Zakopiańskie jest bajanie.
Kończy baca swe podanie.
Grają skrzypki ,buczą basy,
W Tatrach zawse pikne casy!

wtorek, 12 marca 2013


Mazurki I Wróbelki

17 styczeń 2013

Ptasząt wielka jest rodzina.
Każdy ptaszek ma kuzyna,
Matkę ,ojca ,brata ,wujka.
Tak skowronek ,jak jaskółka.

I Mazurek ,ptaszek płowy
Co zamieszkał las dąbrowy,
Gdzie chowają się wiewiórki,
Jeże ,sarny i przepiórki,
Lisy ,wilki i jelenie,
Jedno takie miał marzenie.
Poznać wszystkich swych kuzynów,
Wujków ,ciotki i ich synów
I ich córki ,jeśli da się.

Za rodziną tęskni ptasie.

Więc poleciał w wiejskie pola,
Łąk zagonów ,blisko rola,
Na niej żyto i pszenica
A w nich kąkol i mietlica,
Wszelkich stanów ,raj dla ptaków.
Można najeść się robaków
I ziarenek różnej trawy,
Można ćwierkać bez obawy.
Gdzie beztrosko i bezpiecznie ,
Słowem ,można tu żyć -wiecznie.

Kłosek żyta w słońcu lśniący
Widok ten ,przyzywający.
Każdy ptak ,choćby nie wiem co?!
Musi  popróbować źdźbło!
Tak pomyślał nasz Mazurek.

Jak podwodny smukły nurek
Zapikował w zboże z góry,
Z góry chyżo na pazury.
I z polotem ,ptasim wdziękiem,
I magicznej dozy  lękiem
Wylądował w łan zbóż żyta
Gdzie sił ziaren niespożyta,
Jakby winogrona kiście
W słońcu mieniły soczyście.
Wśród tych kłosów są porosty,
Kwiaty ,fioletowe osty,
Można zoczyć polne maki
Odziane w czerwone fraki.
Między nimi ,barw przecinki,
Mienią inne się roślinki.
Nad tą łąką łanów zboża
Rójka trzmieli bzyka hoża
A w źdźbłach żyta ,niczym w lasku,
W promienistym słońca blasku
Siedzi sobie ptaszków chmara.
Melodyjna  Ćwirków gwara
Ćwierkiem tirli ,jakże cudna
Uchu miła ,nigdy nudna.
Jego nutki !-tak mu znane,
Tak radosne i kochane.

W mig zrozumiał nasz Mazurek
Że jest rodem z tych podwórek.
Jest z tej łąki ,z łanu tego
Jakże sercu mu drogiego.

Zakończyły się rozterki.
Są Mazurki i Wróbelki
Wróblowate oba rody,
Odprawiały w zbożu gody.

Ucieszyło się ptaszysko.

Trwało ptasie weselisko,
Żenił jeden się Wróbelek
Dalszy kuzyn ,Trelelelek.
Mazurkówna narzeczona
Ma być przyszła jego żona.
Spotkał ojca i mateczkę,
Spotkał wuja i cioteczkę,
I kuzynki i kuzynów,
I ich córki i ich synów ,
I sąsiadkę i sąsiada,
Trwa rodzinna tu biesiada.
Już dowiedział się Mazurek
Szary wróbel -jego wujek
Z siostrą ojca jest żonaty.
Ród mazurków wróblowaty!
Między nimi ta różnica;
U Mazurka inne lica.
Na policzkach czarne plamy.
Po tym ptaki rozpoznamy.

Żyją w zgodzie oba rody,
Czasem wspólne mają gody.

sobota, 2 marca 2013


ZAWÓD

16 styczeń 2013

Pani dzieci pyta w szkole;
Jaką w życiu chcą mięć rolę?
Jakie dzieci są marzenia?
Czy realne do spełnienia?
W jakim istnieć chcą zawodzie?
Czy z serduszkiem będą w zgodzie?
Czy marzenia są realne?
Czy zawody zbyt banalne?
Może zbyt wysokie cele?
Czy osiągnąć mogą wiele?
Czy potrafią myśleć głową?
Znać chce przyszłość zawodową.

Basia ma paluszek w górze;

Me wyzwanie to jest duże.
Nienawidzę bardzo Darka!
Ja to będę pielęgniarka.
Będę robić mu zastrzyki
Za te jego złe wybryki.
A jak będzie dalej taki
Z brzucha mu wypruję flaki.

Zabójczyni -myśli pani.

Szybko pani Basię gani;

Ależ Basiu drogie dziecko
Nie myśl Basiu tak zbójecko.

A co na to powie Darek;

Ja to fajny mam zegarek.
Nowoczesny i sportowy
W nim zapalnik mam gotowy.
Gdy podłączę z dynamitem,
Pielęgniarka będzie mitem.
Porachunki tak wyrównam,
Baśkę w szkole z błotem zrównam.

Terrorysta -myśli pani.

Szybko Darka pani gani;

Ależ Darku chłopcze drogi
Nie bądź dziecko taki srogi.

Andrzej ma nad głową palec.
To spokojny cichy malec.
Pani więc jest w siódmym niebie.

No Andrzejku ,słucham ciebie.

Darek z Baśką to są osły,
Zbyt uczucia ich poniosły,
Teraz wszyscy o tym wiedzą.
Że w więzieniu już nie siedzą?
Trzeba tu być bardzo sprytny
Żeby zostać nieuchwytny,
I nie mówić nic nikomu.
Tak mi kazał ,tata w domu.
Policjantem jest mój tato
Jak nabroi -nic ma za to.
Nawet gdy zabierze fant -a
Mundur chroni policjanta.

Pani powiem teraz szczerzę;

Ja w policję też nie wierzę,
Bo niedawno tych z drogówki
Powsadzali  za łapówki.
Ja to będę prokurator.
W każdej sprawie jest dyktator.
Gdy poślizgnie komuś noga
Kaucja zawsze będzie droga.

Cicha szelma- myśli pani.

I Andrzejka pani gani;

Och Andrzeju miły malcu,
Czystsze drogi są do smalcu.

Czy ktoś zostać chce doktorem?

Wzrok jej szczepił się z Wiktorem.
Taki mądry wyraz twarzy
On na pewno o tym marzy.

Bardzo proszę ,wstań Wiktorze,
Opowiedz nam o wyborze.

Wstał więc Wiktor podniósł brewkę
I zaczyna taką śpiewkę;

Doktor proszę droga pani
To jest zawód mocnych drani,
Musi mieć stalowe nerwy
Gdy ktoś jęczy mu bez przerwy.
W domu tak jęczała babcia,
Przyłożył jej dziadek z kapcia,
Choć był dziadek babci miły
Nerwy jemu popuściły.
Schorowana była zmora .
Szkoda było na doktora,
Tak feralny był przypadek,
Co skwitował potem dziadek.
Mam po dziadku słabe nerwy
W tym kierunku nie mam werwy,
Ja tam wolę konduktorem,
Wobec wszystkich być z honorem.
Kasowniki są w tramwajach
A "kanary" na Hawajach.
Hulaj duszo ma na gapę
Bez biletu dwajścia w łapę.

Nieuk cwaniak -myśli pani.

I Wiktora pani gani;

Wiesz Wiktorku mój dzieciuchu
Przemyśl pracę w miejskim ruchu.

Ręce opadają obie!
Pani się po głowie skrobie,
Załamanie umysłowe?
I choróbsko jest gotowe.
Ale młoda i ma chęci
Praca w szkole ją wciąż nęci,
Nie poddaje się zbyt szybko
Proszę teraz ,o ,ty ,rybko.
Tu zwróciła się do Zosi,
Tylko ona chałat nosi,
W takim razie nie zepsuta,
Będzie mądra z nią dysputa.

Zosia robi czary mary
Tak poprawia okulary.
Całkiem inna z całej klasy
Celebruje dla okrasy.

Ja to chcę być bardzo wielka
Jak pani -nauczycielka,
Taka mądra i ładniutka.
Tu piłeczka była krótka.

Ale cwana -myśli pani.

Zosi pani nic nie gani.

Moja rybko cię pochwalę
No wspaniale ,dąż wytrwale.

Nagle pani zaświtało.
Wypowiada się Jaś mało.
Zawsze głupie ma pomysły,
Widzi ,oczy mu rozbłysły.
Może jednak dziś coś powie?
Mądrzejszego się coś dowie?

A ty Jasiu kochaniutki
Masz na sercu jakieś smutki?
Powiedz Jasiu ,wyduś z siebie.
Co interesuje ciebie?

Proszę pani, no zwierzątka.

Super Jasiu ,będzie piątka!
Nie wiedziałam żeś jest taki
I ratować chcesz zwierzaki?!
Proszę bardzo ,tak poczynasz?
Proszę -Jasio weterynarz!
Już się pani tak rozkwila,
Mów nam Jasiu ,twoja chwila!

Niech się pani nie rozczula,
Ze mnie żadna jest gaduła.
Wszyscy wiedzą Jaś- zbereźnik.
Ja to będę krwawy rzeźnik.

Wiedzcie ojcowie i matki,
Waszym zwierciadłem są dziatki !